Second Life Polska by Servicetek

Second Life Polska- Blog o społecznosciach w SL

Archiwum kategorii ‘Socjologia Internetu i nie tylko

Nowe narzędzia chronią młodzież w sieci

without comments

media i edukacjaWirtualne światy to już codzienność dla dzieci i młodzieży urodzonych na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, w erze cyfrowej. Praktycznie dorastają z laptopem na kolanach i nie wyobrażają sobie życia bez komunikatorów, czatów i portali społecznościowych. Sieć daje dużo wolności, ale niesie również pewne zagrożenia. To pole do popisu dla dorosłych – moderatorów.

 

Wirtualne światy, takie jak Neopets, Club Penguin, czy Habbo zrzeszają w sumie około 70 milionów użytkowników, w większości poniżej 16 roku życia. Każdy z nich posiada swój profil i może dowoli eksplorować cyfrową rzeczywistość. Według Virtual Worlds Management, obecnie istnieje ponad 200 takich światów dla młodych osób, które działają i rozwijają się. Wraz ze wzrostem liczby takich portali, rośnie zapotrzebowanie na oprogramowanie i moderatorów, którzy mogliby czuwać nad tymi cyfrowymi placami zabaw. Tamara Littleton z firmy eModeration, która mieści się w Londynie, twierdzi, że największymi zagrożeniami, na które narażeni są młodzi ludzie w sieci to prześladowanie (z ang. bullying), ale również nieostrożne podawanie informacji o sobie, które pozwala osobom nieznajomym na identyfikację dzieci i ułatwia dostęp do nich w normalnym świecie. Co ciekawe, Littleton zauważa, że napastowanie seksualne w sieci może się zdarzyć, ale prawdopodobieństwo, że trafi się na takiego dorosłego jest „statystycznie niskie”. Co więcej, nastolatki korzystające z wirtualnych światów często same ściągają na siebie kłopoty i uczestniczą w swoistej zabawie w kotka i myszkę z technologią, która w założeniu ma właśnie ich chronić.

 

Image

Zbadać intencje
Jak dotąd moderacja opierała się na detekcji odpowiednich słów, teraz można również wytropić złe intencje. Tak twierdzą twórcy NetModeratora – nowego narzędzia, przy którego budowie przeanalizowano prawie 700 milionów linijek czatów, niektórych między dziećmi, a niektórych między dziećmi i napastującymi ich dorosłymi. Oprogramowanie zostaje wbudowane w platformę na której działa wirtualny świat. Jeżeli wykryje jakiekolwiek sygnały w sposobie tworzenia wypowiedzi, slangu, lub w schemacie rozmowy, które wskazywałoby na prześladowanie albo molestowanie, powiadamia moderatora, który może zbadać sprawę nie tylko czytając całość rozmowy, ale również sprawdzając jakie posty jej uczestnicy pisali i otrzymywali w przeszłości.” Według jego twórców oprogramowanie może prześledzić całą historię gry użytkownika, a filtr wbudowany w program automatycznie go aktualizuje i dodaje nowe słowa, w tym również skróty. Przykładem świata, który skorzystał z nowego narzędzia jest FusionFall należący do Cartoon Network. Jest to gra sieciowa przeznaczona dla dzieci w wieku od 8 do 14 lat, gdzie ich awatary starają się ocalić świat z pomocą popularnych bohaterów kreskówek. NetModerator pomaga monitorować czaty oraz wysyłanie wiadomości między graczami.

 

Inna technologia, którą stworzono w San Francisco, pozwala rozróżnić czy to, co tworzą użytkownicy – video, obrazy czy tekst – zawiera zakazane treści czy też nie. Program konstruuje profil każdej osoby, badając jej przeszłą działalność online. Co istotne, takie rozwiązania pozwalają ograniczyć liczbę osób zatrudnianych jako moderatorzy oraz znacząco usprawniają badanie sieci. Ich praca staje się bardziej subtelna i pozwala na wychwycenie mniej oczywistych przejawów przemocy. Bea Marshall, która od lat zajmuje się moderacją, tak określa tę pracę: „Wyobraź sobie tysiąc dzieciaków, z których każdy doskonale posługuje się klawiaturą, jak piszą jednocześnie. A teraz spróbuj monitorować te wszystkie rozmowy, które przesuwają się przed tobą na ekranie”. Kary dla osób naruszających regulamin mają dość szeroki zakres – od wysyłania ostrzeżeń, blokowanie użytkowników na jakiś czas po powiadamianie odpowiednich służb, w przypadku, jeżeli istnieje podejrzenie molestowania, albo jeżeli dziecko grozi próbą samobójczą. W ciągu ostatnich 5 lat, jak mówi Marshall, molestowanie zgłaszała tylko kilka razy, natomiast samobójcze próby 2.

Zabawa w kotka i myszkę
Oczywiście, jak łatwo się domyśleć, młodzi ludzie nie poddają się bez walki. Żeby obejść zabezpieczenia, używają różnych sztuczek, takich jak na przykład wpisywanie dodatkowych spacji, albo przez robienie celowych błędów ortograficznych. Tamara Littleton słyszała, że niektórzy z użytkowników próbują ujawnić swoje miejsce zamieszkania za pomocą zagadek, takich jak „Odwrotność pieprzu, duże skupisko wody” oznaczającego Salt Lake City (od słów sól i jezioro). Zdarzało się również, że próbowali wymieniać się numerami telefonu, wpisując litery, które odpowiadały cyfrom na klawiaturze telefonu. Jedna ze stron blokowała słowo „miłość” więc młodzi ludzie zastąpili je słowem „małość”.

 

Sama technologia nie zapewni wystarczającej ochrony, bo i tak dzieci znajdą swoje sposoby komunikowania się. A przecież nie można zablokować wszystkich istniejących słów. Twórcy technologii do moderacji nie twierdzą, że ich programy są samowystarczalne – ich rolą jest wskazywanie ludziom, gdzie może leżeć problem, który będą mogli potem rozwiązać.

 

(Źródło: The New York Times)

zrodlo http://www.edunews.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=709&Itemid=43

Written by Bodeha

lipiec 13, 2009 at 8:09 am

O internetowej anonimowości raz jeszcze

without comments

O tym, jak w wielu przypadkach złudne jest poczucie anonimowości internautów, pisałam już jakiś czas temu. Teraz jednak, gdy jeden z brukowców rozpętuje niemal świętą wojnę wymierzoną w anonimowość znanej blogerki, warto wrócić do tego tematu raz jeszcze.

 

Próba zastraszenia blogerki i grożenie wyjawieniem jej danych osobowych, doprowadziła nie do debaty nad tym, jak powinno wyglądać dziennikarstwo w Polsce oraz egzekwowanie prawa. W centrum dyskusji znalazło się to, czy blogerzy mają prawo w ogóle być anonimowi i na ile poważnie można traktować internautów, którzy nie ujawniają swojej tożsamości.

 

Na temat anonimowości w sieci wypowiedziały się osoby, które naprawdę się na tym znają: ks. Adam Boniecki (Jedyną forma anonimowości jaka jest dla mnie dopuszczalna to anonimowość penitenta w konfesjonale), prof. Jacek Hołówka (Osobiście nie czytam blogów), prof. M. Król (Blogi są czymś wręcz idiotycznym – bo pozwalają każdemu wygłaszać opinie na każdy temat anonimowo), prezenter telewizyjny Krzysztof Ibisz (Wiem, że w Azji, aby zamieścić komentarz pod notatką o kimś znanym, trzeba podać swoje dane osobowe) oraz tancerka Edyta Herbuś (Chciałabym poznać tożsamość osób piszących o mnie i komentujacych te doniesienia na różnego rodzaju portalach. To byłoby właściwe). Natomiast sam redaktor naczelny Dziennika dba o poziom i prosi, a internauci natychmiast reagują

 

Nie ma się co oszukiwać, tu nie chodzi o dyskusję o wolności słowa czy o określenie granic anonimowości w sieci. Tu chodzi o oglądalność i liczbę komentarzy. Nie można jednak lekceważyć  tych wydarzeń. Mamy do czynienia z przełomem w historii polskiego blogowania. Pierwszy raz bloger (tutaj – blogerka) został potraktowany na równi z dziennikarzami mediów tradycyjnych. A więc stało się to, o czym część blogosfery marzyła od dawna. Jak jednak trafnie podsumował Debergerac, blogerka zaczęła uchylać się od konsekwencji swoich działań. Zatem – gdy cytują blogerów w gazetach czy powołują się na nich w reportażach telewizyjnych, to dobrze. Gdy natomiast oczekuje się od tych blogerów odpowiedzialności za pisane przez siebie słowa – już znacznie gorzej.

 

Ponadto, ponownie dochodzi do sporu, w którym argumenty niemal żywcem czerpane są z Andrew Keena i jego świętej wojny z dziennikarstwem obywatelskim. Blogerzy są źli, bo mogą pisać cokolwiek i do tego nie ujawniać swojego nazwiska i tylko dziennikarze mediów tradycyjnych dysponują odpowiednim warsztatem, by móc w pełni ogarnąć to, co dzieje się na świecie. Osoba, która pisze “pocałujcie mnie w dupę” pod swoim imieniem i nazwiskiem zasługuje na to, by jej argumentów słuchać. Natomiast ta, która obnaża tajniki życia politycznego w Polsce, nie zdradza jednak swojej tożsamości, nie może być wiarygodna.

 

Możliwość publikowania w sieci – bez odgórnej cenzury i zewnętrznych ingerencjii – w dzisiejszych czasach wydaje się być jedną z podstaw zdrowej demokracji. Trzeba jednak pamiętać, że w takim systemie ponosimy za swoje słowa pełną odpowiedzialność. Także wtedy, gdy piszemy swojego bloga pod pseudonimem (bo bardziej o pseudonimowość, niż o anonimowość chodzi).

zrodlo: http://klimowicz.blox.pl/html

Written by Bodeha

czerwiec 9, 2009 at 5:47 pm

Zarabianie na blogach

without comments

Mam wrażenie, że w ciągu ostatnich tygodni powrócił temat-bumerang – zarabianie na blogach. Za sprawą AdTaily i wzmożonej aktywności Blogvertisingu kwestia zarobkowania poprzez blogi znowu zaczęła być żywo dyskutowana. Nie zainteresowałabym się jednak tym, gdyby nie fakt, że reklamy zaczęły pojawiać się nie tylko na blogach poświęconych tematyce internetowej czy marketingowej. Firmy żywo zainteresowały się również innymi obszarami blogosfery – w tym nieustająco popularnymi szafiarkami.

 

Już od kilku tygodni u blogerek pojawiają się reklamy – i to nie tylko firm związanych z tematyką “kobiecą”. Podobnie, jak i zagranicą, tak i w Polsce pojawianie się reklam na szafiarskich blogach nie przechodzi bezboleśnie. Pojawiają się zarzuty o “skomercjalizowanie” strony; zresztą również same blogerki, obawiając się tych zarzutów, nie przyjmują wszystkich propozycji reklamowych. Z drugiej jednak strony, nic dziwnego, że dziewczyny, dla których czasem blogowanie jest dosyć absorbującą pasją, chcą czerpać z tego również profity finansowe. Niektóre z nich decydują się nawet na rezygnację z tradycyjnego opisywania poszczególnych części garderoby – nie chcą za darmo reklamować sklepów, w których te ciuchy czy dodatki kupiły.

 

O to, jak wygląda kwestia szafiarskiej reklamy zapytałam jedną z najpopularniejszych polskich blogerek – Ryfkę vel Sztywniarę, autorkę Szafy Sztywniary. Udzieliła ona wyczerpujących odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania.

 

Co przede wszystkim interesuje reklamodawców, którzy się do Ciebie zgłaszają?

Reklamodawcy trafiają do mnie głównie przez serwis Blogvertising.pl, który monitoruje statystyki mojego bloga, i przypuszczam, że to nimi głównie się kierują. Ci, którzy zgłaszają się do mnie bezpośrednio, też zwykle pytają o liczbę unikalnych użytkowników. Myślę, że inne dane, takie jak płeć, przedział wiekowy, czy zainteresowania czytelników, dość łatwo przewidzieć z charakteru mojego bloga.

Czy przyjmujesz wszystkie propozycje reklamowe? Czym kierujesz się przy swoich wyborach?

Jestem dość wybredna. Sama nie lubię być bombardowana reklamami i zawsze zastanawiam się, jak ja – jako czytelniczka – zareagowałabym na daną formę reklamy. Przy wyborze zwracam uwagę na formę/inwazyjność, tematykę i oczywiście cenę.

 

Bardzo zależy mi na tym, żeby mój blog pozostał “mój”. Dlatego zwykle odrzucam propozycje, które wymagałyby ode mnie pisania tekstów komercyjnych czy oblepienia całego bloga reklamami. Nie chcę zamieniać bloga w słup ogłoszeniowy jakiejś firmy, a siebie – w jej rzecznika. Reklama na moim blogu nie może być zbyt nachalna. Odpada wszystko, co gra czy biega po ekranie. Podobnie teksty SEO, które moim zdaniem tylko zaśmiecają blogi. Najbardziej lubię banery – są z boku, nie przeszkadzają w przeglądaniu bloga, a po określonym czasie znikają bez śladu. Fajnym rozwiązaniem są też konkursy z nagrodami dla czytelników, bo oprócz mnie i reklamodawców mogą na nich skorzystać również odwiedzający.

 

Jeśli chodzi o tematykę, to najchętniej oczywiście widzę u siebie reklamy “babskich” produktów (ciuchów, dodatków, kosmetyków). Reklamy produktów z innych dziedzin też przyjmuję, ale raczej w postaci banerów niż notek (np. baner reklamujący telefon – tak, recenzja – nie). Na pewno nigdy nie zgodziłabym się na reklamowanie wyrobów tytoniowych. Alkoholu raczej też nie.

Nie bez znaczenia jest oczywiście stawka. Jeśli mam sobie psuć wygląd bloga (no bo nie oszukujmy się, reklama zwykle nie zdobi), to nie za kilkanaście złotych. Nic jednak nie jest w stanie mnie skusić, jeśli czuję, że dana reklama byłaby “przegięciem”. Utraty czytelników nie zaryzykuję nawet dla dużej kwoty.

Czy z blogowania da się w Polsce utrzymać?

Myślę, że w przypadku naprawdę popularnych blogów jest to całkiem realne. Sama zamieszczam reklamy od niedawna i dopiero rozeznaję teren. Reklamodawcy też chyba dopiero niedawno odkryli potencjał szafiarskich blogów. Póki co oczywiście nie mogłabym wyżyć z reklam, ale kiedyś – kto wie?

Ryfka podkreśliła jeszcze, że o ile samo zarabianie na blogu jest OK, to nie ono powinno być podstawowym celem blogera/blogerki. Tym, na czym należy się wg niej skupić, jest prowadzenie ciekawego blogu – czytelnicy są w stanie wyczuć motywacje blogera i szybko się zniechęcą, jeśli zależy mu jedynie na zarabianiu na reklamach.

Nie znam w Polsce nikogo, kto utrzymywałby się z samego blogowania, ale nie to jest najważniejsze. Znacznie ciekawsze jest to, że reklamodawcy z różnych branż zaczęli postrzegać blogi jako wartościowe medium. Co więcej, jak zauważył na Blipie Mediafun – dostrzegany jest również sam potencjał miejsca, a nie tylko statystyki.

PS Osoby zainteresowane blogami szafiarskimi i modą ucieszy z pewnością fakt, że już wkrótce będą mogły zapoznać się z premierowym numerem magazynu Dilemmas.

zrodlo: http://klimowicz.blox.pl/html

Written by Bodeha

maj 16, 2009 at 3:31 pm

Niemcy. Gra w bezdomnych w Berlinie hitem internetu

without comments

Darmowa gra online, w której gracz wciela się w rolę bezdomnego alkoholika wałęsającego się po ulicach Berlina, stała się hitem niemieckiego internetu – pisze w czwartek agencja EFE, powołując się na jednego z jej twórców Mariusa Follerta.

<!–1–> Uczestnicy gry, zamieszczonej na stronie Pennergame.de, są witani napisem: “Bez pracy, bez pieniędzy i porzucony przez żonę. Jesteś teraz samotnym włóczęgą i niedoświadczonym żółtodziobem na ulicach Berlina”. Mimo tak fatalnego startu gracz może jednak własnym wysiłkiem pokonać przeciwności i nawet zastąpić Angelę Merkel na stanowisku kanclerza Niemiec.

Aby przetrwać w wirtualnym Berlinie, gracz musi zdobyć wprawę w wykorzystywaniu odpadków i zbieraniu butelek lub zostać ulicznym grajkiem.

putBan(62);

W pierwszym tygodniu po uruchomieniu gry – którą jej twórcy nazywają “satyrą społeczną” – w skórze włóczęgi zapragnęło się znaleźć ponad 300 tys. osób – informuje Follert w dzienniku “Berliner Zeitung”.

Zainteresowanie grą było tak duże, że po trzech godzinach od jej uruchomienia trzeba było podwoić moc serwerów.

Każdy gracz otrzymuje swój indywidualny profil, na którym jest rejestrowana ilość zdobytych przez niego pieniędzy, stopień utrzymywania higieny oraz alkoholizmu, a także awans na drabinie społecznej.

Możliwości spożywania wirtualnego alkoholu są jednak ograniczone od godz. 22.00 do 6.00 rano.

Gracze wybierają sobie wirtualną maskotkę, która będzie im towarzyszyć. Mogą też zakładać z innymi włóczęgami bandy, które opanowują dane terytorium.

Strona Pennergame.de została uruchomiona dwa lata temu i proponowano na niej początkowo włóczęgę po Hamburgu, a potem także Londynie i Warszawie, ale prawdziwą popularność osiągnęła dopiero wersja berlińska.

Organizacje skupiające bezdomnych, takie jak berlińska grupa Motz & Co., uważają jednak, że gra jest w złym guście. “To cyniczna i obrzydliwa gra” – oświadczył w “Berliner Zeitung” rzecznik Motz & Co. Juergen Gehrmann.

Na ulicach Berlinie żyje obecnie około 10 tys. bezdomnych.

zródło: PAP

Written by Bodeha

maj 16, 2009 at 3:29 pm

Parlament Europejski walczy z netoholizmem. Internet izoluje

without comments

Kiedy odpowiedź na wszystkie pytania można znaleźć w komputerze, rodzice tracą autorytet, a komputer staje się partnerem i wyrocznią – mówi Bogusław Sonik*

Coraz młodsze dzieci cieszą się z dostępu do Internetu

Fot. Franciszek Mazur / AG

Coraz młodsze dzieci cieszą się z dostępu do Internetu

<!–1–>

Dominik Uhlig: Parlament Europejski przyjął ostatnio program “Bezpieczny internet”. Po co?

Bogusław Sonik, eurodeputowany PO: Przede wszystkim ze względu na dzieci i młodzież. Dostęp do internetu jest coraz powszechniejszy, ale dorośli często nie zdają sobie sprawy z zagrożeń, jakie stąd wynikają. Dzieci w internecie są narażone na kontakt z pornografią, drastycznymi treściami, rasizmem, ksenofobią. Mogą stać się ofiarami molestowania seksualnego, gróźb, nękania. Mogą być namawiane do samookaleczeń, anoreksji czy samobójstw.

Świadomość zagrożeń jest chyba niezła. Informują o nich organizacje pozarządowe. W Polsce np. fundacja Kidprotect.

- Badania Eurobarometru wskazują, że tylko około 20 proc. europejskich rodziców uważa, że ich dzieci natknęły się w internecie na pornografię lub strony pedofilskie. Ale kiedy o to samo pyta się dzieci – prawie wszyscy ankietowani odpowiadają, że przypadkowo zetknęły się w sieci z obrazami o charakterze pornograficznym. Mimo ostrzeżeń, kampanii społecznych wielu rodziców wciąż sadza dzieci przed monitorem komputera bez kontroli, tak jak do tej pory sadzali je przed telewizorem. Ale internet jeszcze bardziej niż telewizja izoluje dzieci od świata.

putBan(62);

Izoluje? Przecież internet to okno na świat.

- Ale paradoksalnie może zamknąć w domu. Kiedy odpowiedź na wszystkie pytania można znaleźć w komputerze, rodzice tracą autorytet, komputer staje się partnerem i wyrocznią. Wiele sieciowych gier, w które bawi się europejska młodzież, pochodzi z USA. Dzieci i młodzież, które się w nie wciągają, zaczynają funkcjonować od 23 do 5 rano, żeby grać z kolegami zza oceanu. Zjawisko netoholizmu, uzależnienia od sieci, jest bardzo groźne, a często się go nie dostrzega. Wszyscy zachwycają się np. grą Second Life, tym, że powstaje tam kolejna ambasada czy kolejna redakcja. A przez nią wiele osób cały swój świat przenosi do wirtualnej rzeczywistości. Tam mogą być kim chcą. Niski brunet może być wysokim blondynem. Projektują swój świat i zaczynają z nim się utożsamiać. Rzeczywistość przestaje istnieć.

I właśnie z netoholizmem Unia chce walczyć?

- To dość nowe uzależnienie, w Polsce wpisane na listę chorób psychicznych dopiero w 2004 r. Najbardziej narażone są na nie właśnie nastolatki. Bywa często uzależnieniem od internetowej pornografii, ale też od kontaktów on-line, które są ważniejsze od tych nawiązywanych “w realu”, uzależnieniem od gier internetowych. A nawet od zakupów przez internet albo od bezustannego poszukiwania informacji. Netoholik potrafi spędzić w sieci 18-30 godzin, zerwać kontakty rodzinne, przerwać naukę, zrezygnować z pracy, jeżeli wcześniej jej nie straci. Netoholizm nie jest widoczny, nie jest społecznie agresywny.

Co Unia może zrobić?

- Przede wszystkim zapobiegać, informować. Na lata 2009-13 Parlament Europejski chce na to przeznaczyć 55 mln euro. Te pieniądze mają iść m.in. na zwalczanie treści niezgodnych z prawem, przeciwdziałanie wykorzystywaniu przez internet, wymianę doświadczeń między krajami Unii. W każdym z państw mają powstać krajowe punkty kontaktowe, do których będzie można zgłaszać nielegalne treści i szkodliwe zachowania zaobserwowane w internecie. Będzie też edukacja dla rodziców i nauczycieli, np. jak korzystać z filtrów blokujących szkodliwe treści. I dla samych dzieci – jak bezpiecznie nawigować w cyberprzestrzeni, jak chronić swoją prywatność.

Ale – jeśli chodzi o internet – nie tylko netoholizmem Unia chce się zajmować. Były kontrowersyjne pomysły regulowania treści w sieci, kontrolowania, kto stoi za pisanymi przez internautów blogami. Bezpieczeństwo zderza się z ograniczeniem wolności, z cenzurą.

- Nie nazwałbym tego cenzurą. W prasie pisanej ponosi się odpowiedzialność za to, co się napisze. W internecie powinno być podobnie, zwłaszcza że są tam duże możliwości naruszenia prawa. Z jednej strony jeśli internet jest wykorzystywany do celów terrorystycznych, pojawia się przyzwolenie na pewien rodzaj kontroli i identyfikacji, kiedy jest to konieczne.

Z drugiej strony – walkę z terroryzmem zaczyna się wykorzystywać jako pretekst do instalowania coraz większej liczby kamer, podsłuchów, bezkarnego docierania do wymiany danych osobowych. Wciąż trwa dyskusja, jak pogodzić bezpieczeństwo z wolnością.

Ale czy to nie walka z wiatrakami? Zakażemy w Europie publikowania instrukcji konstruowania bomb, to strona, na której można znaleźć takie informacje, przeniesie się gdzieś na serwery w Azji czy w Ameryce.

- To problem podobny jak z telewizjami satelitarnymi. Widziałem ostatnio telewizję Hezbollahu, która nawołuje do rozprawienia się z Izraelem i samobójczych zamachów. Jest nadawana na Europę przez egipskiego satelitę. Trwają próby wymuszenia na rządzie egipskim jej zablokowania. Płacimy za wolność ryzykiem, że zostanie ona nadużyta. Ale na pewno nie można zrezygnować ze ścigania tam, gdzie wchodzi w grę terroryzm.

A co z prawem autorskim? To kolejny temat dyskutowany w Europie. Okazuje się, że politycy i użytkownicy komputerów żyją w zupełnie innym świecie. Prezydent Francji Sarkozy mówi o zabieraniu komputerów piratom, a ludzie ściągają muzykę i filmy na potęgę z internetu i nie zrezygnują z tego.

- Niedawno byłem w Chinach. Rozmawialiśmy o poszanowaniu praw autorskich. Kiedy o nie zapytaliśmy, dobrze wykształceni Chińczycy nie rozumieli, o co nam chodzi. Zawsze będą jakieś czarne dziury. Według mnie powinno być wolno korzystać z możliwości ściągania filmów czy muzyki, ale tylko na własny użytek. Co do propozycji prezydenta Sarkozy’ego – on ma kilka pomysłów na tydzień. Ale nie słyszałem o tym, żeby na forum parlamentu były aż tak restrykcyjne propozycje.

* Bogusław Sonik, poseł PO w PE. Działa w komisji ochrony środowiska naturalnego, zdrowia publicznego i bezpieczeństwa żywności oraz komisjach współpracy UE z Mołdawią, państwami Ameryki Środkowej i państwami Maghrebu

Z badań fundacji Dzieci Niczyje i Gemius SA (“Przemoc rówieśnicza a media elektroniczne”, styczeń 2007) wynika, że aż 52 proc. ankietowanych w wieku 12-17 lat doświadczyło przemocy słownej – najczęściej wulgarnego wyzywania – przez internet lub telefony komórkowe, a 57 proc. było przynajmniej raz obiektem zdjęć lub filmów wykonanych wbrew ich woli. W Polsce zaledwie 6 proc. rodziców instaluje blokady uniemożliwiające dzieciom dostęp do stron pornograficznych

O bezpieczeństwie w internecie:

www.bezpiecznyinternet.org

www.kidprotect.pl

www.dzieckowsieci.pl

www.sieciaki.pl

www.ec.europa.eu/information_society/activities/sip/programme/index_en.htm

Źródło: Gazeta Wyborcza

Written by Bodeha

maj 13, 2009 at 12:15 pm

Porady ws. uzależnień i seksu przez internet

without comments

Już wkrótce zacznie działać wirtualna poradnia w sprawie uzależnień, przemocy i niebezpiecznych zachowań seksualnych. Radę będzie można otrzymać przez skype’a, Gadu-Gadu, na czacie.

Autorzy projektu przekonują, że to pierwsza tego typu inicjatywa w Polsce, która tak szeroko wykorzystuje różne kanały komunikacyjne internetu. Przedsięwzięcie jest pionierskie, dlatego że poradnia powstanie dzięki współpracy władz samorządowych i Lambdy Warszawa, stowarzyszenia znanego z pomocy mniejszościom seksualnym i ich rodzinom. W stolicy Lambda jest znana z porad prawnych i psychologicznych dla gejów i lesbijek oraz prowadzenia grup wsparcia dla ich rodzin. Na prowadzenie internetowej poradni, której celem jest doradztwo w rozwiązywaniu problemów alkoholowych czy z narkotykami, wygrała konkurs ogłoszony przez ratusz.

- Czasem ciężko przyjść z problemami do specjalisty w przychodni, przedstawić się z nazwiska. Dlatego zdecydowaliśmy się spróbować czegoś nowego – mówi Agnieszka Dobija-Nowak z biura polityki społecznej ratusza. – Lambda okazała się najlepiej przygotowana do prowadzenia takiej poradni – zachwala urzędniczka.

putBan(62);

Na pytanie, czy w ratuszu nie boją się krytyki konserwatywnych środowisk, że miasto daje pieniądze na organizacje gejowskie, Agnieszka Dobija-Nowak odpowiada bez wahania. – Wygrali konkurs, do którego każdy mógł się zgłosić. Wiedzą, jak udzielić pomocy, mają długie doświadczenie. Dlaczego mielibyśmy z nimi nie współpracować?

Portal ruszy 14 maja. “Pomożemy ci w sprawach związanych z kryzysami, uzależnieniami, problemami psychologicznymi, przemocą, stresem” – zachęcają na swojej ulotce twórcy wirtualnej poradni. Pomoc będzie można uzyskać po zalogowaniu się na stronę www.bezpytan.pl. Jest adresowana do wszystkich, niezależnie od orientacji seksualnej.

- To nie będzie terapia, bo nie da się terapii prowadzić przez internet. Oferujemy poradnictwo i grupę wsparcia w postaci moderowanego forum. Skupimy się też na wskazaniu miejsc, do których warto iść po pomoc – mówi Małgorzata Gajdemska z Lambdy Warszawa.

Dodaje, że to będzie doraźne poradnictwo psychologiczne, socjalne i prawne związane przede wszystkim z uzależnieniami od substancji psychoaktywnych, ale także z przemocą czy HIV/AIDS.

Wirtualna poradnia będzie wykorzystywać różne kanały internetowej komunikacji. Eksperci będą radzić przez Skype’a, na Gadu-Gadu, czacie czy na moderowanym forum. To ma wyróżniać nową poradnię od podobnych działających w internecie.

- Taki portal jest bardzo potrzebny. Będzie można zgłosić się do nas po pomoc w każdym momencie, bez żadnej rejestracji, bez stania w kolejkach. I co chyba najważniejsze: anonimowo – dodaje.

Na stronie internetowej będzie informacja, jaki dyżur jest prowadzony danego dnia. Jak zapewnia Małgorzata, wszyscy doradcy, którzy zasiądą po drugiej stronie ekranu komputerowego, są fachowcami i mają psychologiczne lub pedagogiczne wykształcenie.

- Nie będziemy sprawdzać tego, czy o pomoc prosi warszawiak, czy nie. Co prawda projekt finansuje Warszawa, ale internet przecież nie ma granic – mówi Agnieszka Dobija-Nowak.

Na działalność strony jest zagwarantowane 100 tys. zł do końca roku. – Jednak postaramy się znaleźć też pieniądze na następny rok – zapowiada urzędniczka.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Written by Bodeha

maj 12, 2009 at 3:23 pm

Mózg, mój właściciel

without comments

Stworzenie sztucznych umysłów jest nieuniknione. Biorąc pod uwagę możliwości superinteligencji, nasz świat wyda jej się po prostu nudny

Maciej Czarnecki: W jednej z pańskich prac przeczytałem o ciekawym eksperymencie. Naukowcy, podglądając mózg, mogli dowiedzieć się, jaką decyzję podejmie badany, zanim jeszcze on sam sobie to uświadomił.

Prof. Włodzisław Duch: Przeprowadzono wiele tego typu doświadczeń. Np. w 2007 roku uczeni z Berlina prosili ludzi, by dodawali lub odejmowali od siebie dwie liczby. Obserwując aktywność ich mózgów, mogli przewidzieć, jakie decyzje podejmą nawet o sekundę wcześniej niż sami badani. Widzieli to coś, czego mózg nie zinterpretował jeszcze na tyle dobrze, by pojawiło się w świadomości – wstępne sygnały w obszarach przyśrodkowych i przedczołowych, które są związane z planowaniem pewnych działań. Mózgi zabierają się do takiego planowania dużo wcześniej, niż się nam wydaje. Na ogół pojawia się w nich kilka możliwych scenariuszy, które ze sobą konkurują. Któryś z nich w końcu zwycięża i pojawia się intencja działania, a więc wola.

W kwietniu ta sama grupa pokazała, że decyzja może zapaść nawet 10 sekund wcześniej, niż uświadomi to sobie, jakby to określić

…właściciel mózgu? Skrzywił się pan, kiedy to powiedziałem.

- Powiedzmy, że ten, komu wydaje się, że tak jest. Tak naprawdę to raczej my należymy do mózgów niż one do nas. Moje “ja” jest jedną z wielu rzeczy, którą kreuje mózg. Większości z nich nie jestem świadomy.

putBan(62);

Czy na podejmowanie decyzji można wpływać w sposób mechaniczny, np. za pomocą pola elektromagnetycznego?

- W jednym z eksperymentów kazano ludziom przyciskać wedle uznania prawy lub lewy guzik. Okazało się, że w zależności od tego, jak silnie hamowało się pewne procesy w lewej lub prawej półkuli stymulacją magnetyczną, można było sprawić, by badani wybierali prawie zawsze ten sam przycisk. Mimo to biorący udział w badaniu byli przez cały czas przekonani, że podejmują niezależne decyzje.

W naszych mózgach bezustannie zachodzą różne procesy i tylko z niewielu z nich zdajemy sobie sprawę. Odczuwamy różne impulsy do działania, czasem chcemy zrobić coś głupiego, ale powstrzymuje nas przed tym np. poczucie obowiązku.

A czasem nie. Przychodzą mi na myśl bohaterowie Dostojewskiego – rozhukany Dymitr Karamazow albo zagadkowy Rogożyn, pozbawieni hamulców romantyczni szaleńcy. Dziś okazuje się, że to nie dusze się w nich miotały, tylko szwankowały neurony. Neuronauka zabija sztukę?

- Myślę, że nieco ją urealnia. Literatura powiedziała nam dużo o możliwych formach przeżywania świata, stanach umysłu, świadomości. Wydaje mi się jednak, że lepsze zrozumienie natury ludzkiej prowadzi do tego, że patrzymy na pewne problemy bardziej realnie – weźmy np. miłość matczyną. Do jej powstania konieczne jest wydzielanie oksytocyny w czasie porodu. Jeśli matka jej nie wydziela, nie czuje się związana z dzieckiem. Inny przykład – czytałem, że w Polsce tylko 20 proc. osób uważa bezpłodne kobiety za pełnowartościowe. Mamy tendencję do obciążania takich kobiet winą, jakby popełniły grzech i zostały ukarane przez okrutne bóstwo, stały się w jakiś sposób trędowate. Tymczasem brak wydzielania oksytocyny i bezpłodność to problemy związane z naszą naturą biologiczną.

Neurony, płaty mózgu, pola magnetyczne Czuję się przygnębiony. I chcę się sprzeciwić – co z naszymi ideami, kulturą? Mówił pan, że miłość matczyną warunkuje wydzielanie oksytocyny. Ale kategoria dzieciństwa zaczęła pojawiać się w Europie dopiero w XVI wieku. Wcześniej patrzono na dzieci jak na małych dorosłych, ubierano je w takie same ubrania, tylko w mniejszym rozmiarze. Samą miłość również postrzegano w historii różnie, zależnie od tego, czy pisał o niej Villon czy Houellebecq.

- Nie należy sądzić, że istnieje pełen determinizm genetyczny czy neuronalny. Struktura mózgu determinuje pewne możliwości. Podobnie jest ze strukturą ciała – nie możemy skakać 10 m nad ziemię. Mózg jest tylko substratem, w którym kultura, wychowanie, cała nasza przeszłość niejako rzeźbi. W tym samym kamieniu można wyryć różne rzeczy, ale materia determinuje, co się z nią da zrobić.

Jeśli umysł jest nieodłącznie związany z mózgiem, to dusza nie istnieje?

- W XIX wieku próbowano udowodnić, że jest inaczej. Ktoś ważył osoby, które umierały na gruźlicę. Okazało się, że w czasie procesu umierania tracą na wadze. To miała być dusza. Dr Duncan MacDougall napisał na ten temat obszerną pracę. Ustalono w niej, że pies nie ma duszy, bo w chwili śmierci nie robił się lżejszy.

Wkrótce wyjaśniono tę zagadkę. Otóż człowiek, gdy umiera, traci dużo wody, bo po ustaniu oddychania niechłodzona krew chwilowo podwyższa temperaturę. Psy mają natomiast inny mechanizm chłodzenia – głównie dyszą.

Co z opowieściami tych, którzy opuszczali własne ciało i widzieli je z góry np. nad stołem operacyjnym?

- Mózg musi w skrajnych warunkach jakoś sobie radzić. Zauważmy, że te przeżycia mogą być związane z kulturą danego regionu. Hindusi widzieli np. w wizjach bliskich śmierci Ganeszę, boga z głową słonia. Pięć lat temu znaleziono metodę badania tego typu wrażeń. Można je wywołać, sztucznie drażniąc pewne obszary mózgu polem magnetycznym. Wcześniej udało się osiągnąć podobne efekty przy użyciu substancji takich jak ketamina.

Mówiąc krótko – wyjście poza własne ciało to złudzenie?

- Poczucie, że jesteśmy w ciele, zależy od wielu rzeczy. Np. od tego, jak działa nasz układ równowagi i jakie impulsy otrzymuje od niego mózg. Od informacji o stanie napięcia i nacisku, jakie otrzymujemy od mięśni, od tego, jak nasz układ wzrokowy określa odległość od otaczających nas przedmiotów. Ten cały system, który pozwala umiejscowić nasze “ja” w ciele, potrafi się załamać – np. podczas operacji serca, gdy nasz mózg może być niedotleniony. Henrik Ehrsson z University College London pokazał w 2007 r., jak w prosty sposób wywołać taką iluzję: wystarczy oglądać swoje plecy z odległości kilku metrów przez kamerę i okulary. Głaskanie pleców i jednoczesne oglądanie ich kilka metrów przed sobą w ciągu minuty lub dwóch stwarza wrażenie, że jesteśmy tam, gdzie widziane plecy.

Większość opowieści o wyjściu poza własne ciało mówi o doświadczeniach sprzed lat, a ludzka pamięć jest niezwykle zawodna. Spytajmy sędziów, ile pomyłek robią świadkowie.

Wystarczy obejrzeć “12 gniewnych ludzi” Sidneya Lumeta.

- Znajomy profesor opowiadał mi niedawno, że jego syn był świadkiem wypadku. Samochód osobowy zderzył się z ciężarówką. Winna była bezsprzecznie kobieta, która prowadziła osobówkę. Młody mężczyzna, który widział wszystko z bliska, czuł dla niej taką sympatię, że już następnego dnia wydawało mu się, że było odwrotnie. Gdy zobaczył film z kamery przy drodze, nie mógł uwierzyć własnym oczom.

Syndrom fałszywych wspomnień doprowadził w latach 70. i 80. do ogromnych nieszczęść. W USA psychoterapeuci wmawiali pacjentom, że byli seksualnie wykorzystywani przez sekty satanistów. Pewnego szeryfa posadzono w 1988 r. za kratki na 20 lat, bo jego dwie córki oskarżyły go o diabelskie obrzędy. Później okazało się, że ów biedny człowiek był tak podatny na sugestię, że wszystko, co usłyszał, uznawał za swoje wspomnienia. To kolejny przykład na to, że nieznajomość naszej biologicznej natury prowadzi do wiary w przesądy.

Religia to też przesąd?

- To zależy, czym jest wiara w Boga. Jeśli, tak jak Einstein, mamy na myśli przekonanie o pewnej tajemnicy świata, to nie ma problemu. Sprawa komplikuje się, gdy mówimy o wierze w bogów, jakich wymyśliła ludzkość.

Zwykle mamy pewien obraz świata, poza który bardzo trudno wykroczyć, bo wymagałoby to zmiany ścieżek “wydeptanych” w mózgach. Trudno się z tego wyłamać. Na tym polega tragedia młodych ludzi kształconych w radykalnych medresach, którzy stają się terrorystami.

Z drugiej strony, w zachodnich Chinach, gdzie obecny jest islam, do 18. roku życia zabrania się uczęszczania do meczetów. Mieszkańcom tych regionów bardzo trudno przychodzi potem przyjęcie wiary, bo nie chowają się w jej tradycji.

putBan(62);

Jeśli nasza umysłowość zależy jedynie od fizycznego substratu, to być może naukowcom uda się w końcu wcielić w życie wizje reżyserów filmów SF i stworzyć sztuczną inteligencję, robota obdarzonego świadomością?

- Wydaje się to nieuniknione. W ostatniej dekadzie zanotowaliśmy niesamowity postęp. W najbliższych 10 latach pojawi się sporo systemów, którym będzie można przypisać świadome doznania. To ryzykowne stwierdzenie, ale jeżdżę na konferencje naukowe z tym związane i widzę, że coraz lepiej rozumiemy, jakie procesy muszą zachodzić w mózgu, by był on w stanie zinterpretować to, co się w nim dzieje, jako świadome wrażenie, a następnie na tej podstawie działać.

Co będzie, jeśli stworzymy niedługo zupełnie nową rasę, o wiele potężniejszą od naszej? Czy scenariusze filmów, w których obdarzone świadomością mechaniczne istoty buntują się przeciw swym twórcom, mogą się ziścić?

- Jedyne realne niebezpieczeństwo wiąże się z tym, że roboty mogą być nadużywane przez ludzi, np. do prowadzenia wojen bez strat własnych. Pewne zagrożenie wiąże się również z tym, że w systemie dostatecznie skomplikowanym nie wszystko da się przewidzieć. Popatrzmy choćby na Windows – ile razy zachowuje się nie tak, jak powinien? Stoją za nim miliony linii kodu, więc nikt nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego.

Bunt robotów raczej mnie nie martwi. Ludzie walczyli ze sobą, bo potrzebowali przestrzeni fizycznej, niszy ekologicznej, zasobów. Tu nie ma takiej potrzeby.

Być może nowe istoty biłyby się o własną niezależność, wyzwolenie spod ludzkiego panowania?

- Wątpię. Ludzie posługują się głównie wzrokiem, zależą od struktury swych mózgów, orientują się w przestrzeni trójwymiarowej. Nie ma powodu, by ograniczały się do niej sztuczne umysły. Można sobie wyobrazić, że zaczynają one tworzyć sobie pewne obiekty, tak jak w tej chwili my tworzymy wirtualne światy w rodzaju Second Life. Te obiekty byłyby dla nas zupełnie niezrozumiałe, bo np. cztero- czy pięciowymiarowe.

Naszpikowane podzespołami maszyny będą więc chodzić ze sobą do kina i wcinać pizzę w wirtualnych galeriach?

- (śmiech) Biorąc pod uwagę możliwości takich superinteligencji, nasza kultura wyda im się po prostu nudna. Świat jest dla nas ciekawy, bo jest światem ludzi. Mamy taką a nie inną strukturę mózgu i to decyduje o naszych emocjach. Superinteligencja może dostarczyć nam informacji na różne tematy, poudowadniać mnóstwo ciekawych twierdzeń, ale nie będzie do naszego świata przystawać. Trudno powiedzieć, w jakim kierunku będą dążyć świadome roboty i jakie wyznaczą sobie cele.

Rozmawiał Maciej Czarnecki, Toruń

*Prof. Włodzisław Duch - szef Katedry Informatyki Stosowanej UMK, wieloletni visiting professor na Uniwersytecie Technologicznym Nanyang w Singapurze, w Instytucie Maksa Plancka w Monachium oraz na uczelniach we Francji, w Japonii, Kanadzie, Szwecji i USA. Autor ponad 400 publikacji naukowych, specjalista z zakresu badań nad inteligencją obliczeniową (m.in. sztuczną inteligencją), kognitywistyką, sieciami neuronowymi i fizyką komputerową. Prezydent European Neural Network Society, współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Kognitywistycznego, Polskiego Towarzystwa Sieci Neuronowych, członek kilkunastu innych towarzystw naukowych i redakcji pism specjalistycznych.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Written by Bodeha

maj 12, 2009 at 2:21 pm

Nasza Klasa: Dzieci z Ełku będą sądzone za włamanie

without comments

Dwóch 11-latków z Ełku stanie przed sądem rodzinnym za to, że włamali się na serwis Nasza Klasa i umieścili obraźliwe treści na profilu kolegi.

- Chłopcy zmienili zapisy na profilu kolegi, umieszczając tam wulgarne, obraźliwe treści, tak że poszkodowany chłopiec miał przez to nieprzyjemności w szkole, wśród kolegów – poinformowała Monika Bekulard z ełckiej policji.

Poszkodowany chłopak nie mógł usunąć obraźliwych treści, gdyż jego hasło zostało zmienione. Chłopiec poskarżył się wtedy matce, a ta zawiadomiła policję. W wykryciu sprawców policjantom pomogli pracownicy działu bezpieczeństwa Naszej Klasy – podaje serwis Wirtualne Media.

putBan(62);

Jakie kary grożą 11-latkom?

- Sąd może zobowiązać ich rodziców do większej opieki nad dziećmi, może im też przydzielić kuratora – wyjaśniła Anna Fic z warmińsko-mazurskiej policji.

zrodlo: http://technologie.gazeta.pl/technologie/1,82011,6516977,Nasza_Klasa__Dzieci_z_Elku_beda_sadzone_za_wlamanie.html

Written by Bodeha

kwiecień 20, 2009 at 10:25 am

Protesty w internecie

without comments

W ostatnich tygodniach coraz częściej słychać o różnego rodzaju protestach czy demonstracjach w sieci. Jak zauważa Jill Walker, również media tradycyjne zaczynają dostrzegać ich znaczenie i liczebność. Czy jednak nie przeceniają ich wagi?

 

Już w ubiegłym roku protestowali użytkownicy Naszej-Klasy i Facebooka. Nie podobały im się albo zmiany w wyglądzie (FB), albo wprowadzanie płatnych usług (NK). Grozili masowym kasowaniem profili czy nawet założeniem konkurencyjnego serwisu. Żaden z serwisów nie odnotował jednak masowego odpływu użytkowników, nie powstała też społeczność choćby w najmniejszym stopniu mogąca zagrozić NK czy FB stopniem popularności.

 

Teraz podobnie reagują użytkownicy Grona, również zapowiadając skasowanie swoich profili z serwisu lub przeprowadzając “bojkot”, polegający na niekorzystaniu z serwisu przez dobę. W przypadku Grona dochodzi jeszcze smaczek w postaci znaczącego nawiązania w nowym layoucie do wyglądu Facebooka. Nie to jednak wywołało protesty użytkowników. Członkom społeczności nie podobają się po prostu same zmiany, żądają powrotu “starego Grona”.

 

Wiadomo, że: 1) ludzie nie lubią zmian, 2) najgłośniej słychać niezadowolonych z wprowadzonych zmian, 3) zwykle wszyscy prędko przyzwyczajają się do nowej wersji serwisu i zapominają o swoich protestach. Sam fakt istnienia niezadowolonych użytkowników nie jest niczym zaskakującym. Protesty i zapowiedzi kasowania profili również nie. O tym, jak popularne jest tworzenie różnego rodzaju internetowych akcji wsparcia czy nawoływania do bojkotu, wie każdy, kto ma konto na Facebooku i regularnie dostaje zaproszenia do wsparcia akcji typu “woda dla Ugandy” czy “bojkot wyborów prezydenckich na Białorusi”.

Takie akcje zazwyczaj nie niosą ze sobą żadnych większych konsekwencji, samo kliknięcie nie zmieni ani światopoglądu, ani – tym bardziej – rzeczywistości. Podejrzewam jednak, że przynajmniej dla części osób taki sposób wyrażenia siebie i swoich poglądów polityczno-społecznych jest tylko pierwszym krokiem do dalszych działań.

Trudno to jednak faktycznie zbadać i dostarczyć wiarygodnych danych. I z pewnością nie jest tak, jak chcieliby niektórzy, że oto rodzi nam się kolejne pokolenie (które to już pokolenie zrodzone w głowach dziennikarzy?), które aktywnie wykorzystuje internet do zmieniania zastanej rzeczywistości. Nie ma co przeceniać głosów niezadowolenia wyrażanych na forach dyskusyjnych. Część z nich może faktycznie zaowocować realnymi zmianami, jednak zdecydowana większość to po prostu jeszcze jeden sposób wyrażania swojego niezadowolenia i pozostawania biernym (z jednoczesnym złudzeniem aktywnego uczestnictwa w pewnym ruchu społecznym).

 

zrodlo: http://klimowicz.blox.pl/html

Written by Bodeha

kwiecień 19, 2009 at 9:00 am

Głupota i mądrość w XXI wieku

without comments

Ciekawa dyskusja pojawila się przy okazji mojego tekstu o tezach Andrew Keena, jednoznacznie twierdzącego, że internet ogłupia, szczególnie młode pokolenie. Wśród głosów można odnaleźć kilka, które wskazują na to, jak różnie pojmujemy to, co jest inteligencją czy mądrością oraz jej przeciwieństwem. Dla niektórych inteligencja wyraża się w perfekcyjnym zdaniu matury – dla mnie zdanie nowej matury świadczy wyłącznie o zdolności do wpisania się w klucz. Podobnie, jak rozwiązanie testu na inteligencję wskazuje na fakt, że dana osoba dobrze potrafi rozwiązywać takie testy. Czy to znaczy, że jest mądra? Że potrafi sobie radzić w życiu codziennym, powiązywać ze sobą różne fakty, wyciągać wnioski? Może tak. Może nie. Nie jest jednak tak, jak chcieliby niektórzy, że samo zdanie matury świadczy o naszej inteligencji. Nie świadczy o tym również liczba godzin, jakie spędzamy w internecie.

 

Dla osób, które są zaniepokojone młodym pokoleniem, namiętnie esemesującym, niemal non-stop podłączonym do sieci i kontaktującym się za jej pośrednictwem ze swoimi rówieśnikami, polecam zapoznanie się z wynikami największego jak do tej pory badania przeprowadzonego na tej młodzieży. O krótkie streszczenie pokusił się Mirek Filiciak; myślę, że bez względu na to, czy dzisiejsze polskie nastolatki bardzo różnią się od swoich amerykańskich rówieśników, czy nie – systemy nauczania w obu krajach tak samo nie przystają do rzeczywistości.

 

zrodlo: http://klimowicz.blox.pl/html

Written by Bodeha

kwiecień 18, 2009 at 8:25 pm