Second Life Polska by Servicetek

Second Life Polska- Blog o społecznosciach w SL

Archiwum kategorii ‘Media

Nowe narzędzia chronią młodzież w sieci

without comments

media i edukacjaWirtualne światy to już codzienność dla dzieci i młodzieży urodzonych na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, w erze cyfrowej. Praktycznie dorastają z laptopem na kolanach i nie wyobrażają sobie życia bez komunikatorów, czatów i portali społecznościowych. Sieć daje dużo wolności, ale niesie również pewne zagrożenia. To pole do popisu dla dorosłych – moderatorów.

 

Wirtualne światy, takie jak Neopets, Club Penguin, czy Habbo zrzeszają w sumie około 70 milionów użytkowników, w większości poniżej 16 roku życia. Każdy z nich posiada swój profil i może dowoli eksplorować cyfrową rzeczywistość. Według Virtual Worlds Management, obecnie istnieje ponad 200 takich światów dla młodych osób, które działają i rozwijają się. Wraz ze wzrostem liczby takich portali, rośnie zapotrzebowanie na oprogramowanie i moderatorów, którzy mogliby czuwać nad tymi cyfrowymi placami zabaw. Tamara Littleton z firmy eModeration, która mieści się w Londynie, twierdzi, że największymi zagrożeniami, na które narażeni są młodzi ludzie w sieci to prześladowanie (z ang. bullying), ale również nieostrożne podawanie informacji o sobie, które pozwala osobom nieznajomym na identyfikację dzieci i ułatwia dostęp do nich w normalnym świecie. Co ciekawe, Littleton zauważa, że napastowanie seksualne w sieci może się zdarzyć, ale prawdopodobieństwo, że trafi się na takiego dorosłego jest „statystycznie niskie”. Co więcej, nastolatki korzystające z wirtualnych światów często same ściągają na siebie kłopoty i uczestniczą w swoistej zabawie w kotka i myszkę z technologią, która w założeniu ma właśnie ich chronić.

 

Image

Zbadać intencje
Jak dotąd moderacja opierała się na detekcji odpowiednich słów, teraz można również wytropić złe intencje. Tak twierdzą twórcy NetModeratora – nowego narzędzia, przy którego budowie przeanalizowano prawie 700 milionów linijek czatów, niektórych między dziećmi, a niektórych między dziećmi i napastującymi ich dorosłymi. Oprogramowanie zostaje wbudowane w platformę na której działa wirtualny świat. Jeżeli wykryje jakiekolwiek sygnały w sposobie tworzenia wypowiedzi, slangu, lub w schemacie rozmowy, które wskazywałoby na prześladowanie albo molestowanie, powiadamia moderatora, który może zbadać sprawę nie tylko czytając całość rozmowy, ale również sprawdzając jakie posty jej uczestnicy pisali i otrzymywali w przeszłości.” Według jego twórców oprogramowanie może prześledzić całą historię gry użytkownika, a filtr wbudowany w program automatycznie go aktualizuje i dodaje nowe słowa, w tym również skróty. Przykładem świata, który skorzystał z nowego narzędzia jest FusionFall należący do Cartoon Network. Jest to gra sieciowa przeznaczona dla dzieci w wieku od 8 do 14 lat, gdzie ich awatary starają się ocalić świat z pomocą popularnych bohaterów kreskówek. NetModerator pomaga monitorować czaty oraz wysyłanie wiadomości między graczami.

 

Inna technologia, którą stworzono w San Francisco, pozwala rozróżnić czy to, co tworzą użytkownicy – video, obrazy czy tekst – zawiera zakazane treści czy też nie. Program konstruuje profil każdej osoby, badając jej przeszłą działalność online. Co istotne, takie rozwiązania pozwalają ograniczyć liczbę osób zatrudnianych jako moderatorzy oraz znacząco usprawniają badanie sieci. Ich praca staje się bardziej subtelna i pozwala na wychwycenie mniej oczywistych przejawów przemocy. Bea Marshall, która od lat zajmuje się moderacją, tak określa tę pracę: „Wyobraź sobie tysiąc dzieciaków, z których każdy doskonale posługuje się klawiaturą, jak piszą jednocześnie. A teraz spróbuj monitorować te wszystkie rozmowy, które przesuwają się przed tobą na ekranie”. Kary dla osób naruszających regulamin mają dość szeroki zakres – od wysyłania ostrzeżeń, blokowanie użytkowników na jakiś czas po powiadamianie odpowiednich służb, w przypadku, jeżeli istnieje podejrzenie molestowania, albo jeżeli dziecko grozi próbą samobójczą. W ciągu ostatnich 5 lat, jak mówi Marshall, molestowanie zgłaszała tylko kilka razy, natomiast samobójcze próby 2.

Zabawa w kotka i myszkę
Oczywiście, jak łatwo się domyśleć, młodzi ludzie nie poddają się bez walki. Żeby obejść zabezpieczenia, używają różnych sztuczek, takich jak na przykład wpisywanie dodatkowych spacji, albo przez robienie celowych błędów ortograficznych. Tamara Littleton słyszała, że niektórzy z użytkowników próbują ujawnić swoje miejsce zamieszkania za pomocą zagadek, takich jak „Odwrotność pieprzu, duże skupisko wody” oznaczającego Salt Lake City (od słów sól i jezioro). Zdarzało się również, że próbowali wymieniać się numerami telefonu, wpisując litery, które odpowiadały cyfrom na klawiaturze telefonu. Jedna ze stron blokowała słowo „miłość” więc młodzi ludzie zastąpili je słowem „małość”.

 

Sama technologia nie zapewni wystarczającej ochrony, bo i tak dzieci znajdą swoje sposoby komunikowania się. A przecież nie można zablokować wszystkich istniejących słów. Twórcy technologii do moderacji nie twierdzą, że ich programy są samowystarczalne – ich rolą jest wskazywanie ludziom, gdzie może leżeć problem, który będą mogli potem rozwiązać.

 

(Źródło: The New York Times)

zrodlo http://www.edunews.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=709&Itemid=43

Written by Bodeha

lipiec 13, 2009 at 8:09 am

Internet, kompetencje, piraci i co dalej…

without comments

media i edukacjaPosługiwanie się technologią informacyjno-komunikacyjną jest wskazywane przez Unię Europejską jako jedna z najważniejszych kompetencji w społeczeństwie wiedzy. Pomysły, które zakładają odcinanie młodzieży od dostępu do Internetu z powodu ściągania przez nich nielegalnych plików zakrawają na jakiś żart. Na takie rozwiązanie zdecydowali się jednak Francuzi.

 

W maju francuski parlament uchwalił ustawę przewidującą, że internauci, którzy nielegalnie pobierają z sieci pliki muzyczne i filmowe mogą zostać całkowicie pozbawieni dostępu do internetu. Ustawa narzuca na dostawców obowiązek śledzenia, czy dana osoba nie narusza praw autorskich ściągając pliki z Internetu. Dostawca będzie miał zadanie ostrzec internautę dwa razy, a przy trzecim naruszeniu prawa, odciąć mu dostęp do sieci.

Specjalna agencja rządowa będzie miała za zadanie monitorować, czy internauci płacą za ściąganą muzykę, programy, gry czy filmy. Ustawa została przyjęta głosami partii rządzącej oraz części lewicy, którą tradycyjnie wspierają w wyborach muzycy i ludzie świata filmu.

Trudno o jednoznaczną ocenę zjawiska ściągania różnego typu zasobów z sieci w sposób nie zawsze uprawniony czy legalny. Zapis ciekawej dyskusji na ten temat zamieściliśmy w portalu w tym roku w Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich (zobacz: Własność w sieci).

Można pokusić się o kilka komentarzy. Skoro korzystanie z Internetu i technologii informacyjno-komunikacyjnej jest jedną z najważniejszych kompetencji, którą muszą wykazywać się wszyscy uczniowie. Dlatego rozwiązanie przyjęte przez francuski parlament uderza przede wszystkim w system edukacji. Załóżmy, że w szkole uczeń otrzymuje zadanie do wykonania w domu z wykorzystaniem Internetu (np. WebQuest), a został właśnie „zbamowany“ przez dostawcę Internetu. Co wtedy? Pójdzie do grzecznego kolegi czy koleżanki, którzy nigdy nie ściągają nielegalnie plików z sieci? Pójdzie do kafejki internetowej, gdzie zapłaci aby móc korzystać z Internetu? Nie wykona zadania? Prawdopodobnie to trzecie. Zważywszy na ilość operacji wykonywanych przez młodzież w sieci, można założyć, że żaden nastolatek jeśli chodzi o nielegalne ściąganie lub nieuprawnione użycie utworów, filmów, programów, itp. nie jest bez winy. Co się stanie, jeśli wszyscy – w wyniku rygorystycznego zastosowania prawa – utracą możlwość efektywnej (w dowolnym czasie, miejscu, celu, itp) pracy w sieci? Słabe to rozwiązanie, które zamiast wspierać rozwój kluczowej kompetencji uczniów, stwarza im nowe bariery w ich rozwoju.

Istnieje również duże ryzyko, że wprowadzony przepis będzie martwy. Aby firmy oferujące dostęp do Internetu mogły realizować narzucone na nie zadania, musiałyby dysponować armią pracowników dedykowanych tylko do śledzenia internautów. Mało prawdopodobne, aby to uczyniły, zważywszy, że pewnie państwo nie będzie chciało dopłacać za wykonywanie takich zadań. Jest więc możliwe, że wprowadzony zostanie jakiś niedoskonały system „ostrzegawczy“, którzy nikomu nie będzie chciał krzywdy zrobić (no bo przecież dostawca nie będzie zainteresowany zmniejszeniem swoich dochodów poprzez zmniejszenie liczby klientów). Rozwiązanie prawne kwestii nielegalnego czy nieuprawnionego korzystania z utworów w sieci jeszcze ciągle będzie niedoskonałe.

We Francji krytycy nowego prawa wskazują również na zagrożenie naruszenia przepisów konstytucji. Rządowa agencja będzie funkcjonować poza systemem sądowym, ponieważ do pozbawiania dostępu do internetu nie będzie trzeba uzyskiwać nakazu sądu. W trakcie sprawdzania poczynań internautów może zostać także naruszona prywatność wielu z nich. Prawo mogą też zakwestionować francuskie sądy jako niezgodne z prawem europejskim.

Wydaje się, że najlepszym sposobem na zmianę podejścia młodych internautów do kwestii praw autorskich jest podejmowanie szeroko zakrojonych działań edukacyjnych, których celem będzie podnoszenie świadomości i wiedzy na temat sieci i różnych typów praw autorskich w niej obowiązujących (zarówno chronionych przepisami krajowymi, międzynarodowymi, jak i wolnych licencji). Ale nawet takie działania nie do końca rozwiążą problem. Cena, którą często zmuszeni byliby zapłacić młodzi ludzie za skorzystanie z danego utworu jest dla nich najpoważniejszą barierą. Młodzi ludzie, którzy jeszcze nie zarabiają, nie mają stabilnych dochodów – zawsze znajdą jakiś sposób, aby dostać za darmo w sieci to, co na rynku kosztuje w ich ocenie dużo za dużo. Dużo zależy od działań podejmowanych przez twórców. W świecie Internetu nie mogą oni oczekiwać, że otrzymają za swój produkt tak wysoką cenę, jaką otrzymywali w świecie przedcyfrowym. Dobrym przykładem jest zachowanie takich gwiazd muzyki jak Radiohead czy Nine Inch Nails. W tym drugim przypadku – sprzedają oni swój czteroczęściowy album „Ghosts I-IV“ (36 piosenek) za jedyne 5 dolarów i to w dodatku na jednej z licencji CC. Ci, którzy nie chcą kupić całego albumu, mogą za darmo ściągnąć sobie tylko część I. Mogą również remixować utwory i tworzyć w oparciu o nie własne kompozycje. W krótkim okresie zespół zarobił na albumie 900 tys. dolarów i pewnie nie jest to kwota zamknięta. I wilk syty i owca cała? Po co sztywne i represyjne prawo? Może trzeba po prostu zmienić sposób myślenia o ochronie praw autorskich w Internecie?

 

zrodlo: http://www.edunews.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=743&Itemid=43

Written by Bodeha

lipiec 12, 2009 at 8:06 am

Przyszłość e-learningu szkolnego

without comments

E-learningPowiększające się stale zasoby edukacyjne dostępne w sieci, coraz lepsza infrastruktura komputerowa, powszechność urządzeń łączących się z internetem i coraz lepszy dostęp do sieci, sprawiają, że coraz częściej w krajach zachodnich e-learning zaczyna być wykorzystywany również w nauczaniu szkolnym – i w szkołach podstawowych i średnich.

 

Jak wynika z nowego raportu „K-12 Online Learning“, przygotowanego przez The Sloan Consortium (Sloan-C) na podstawie badań wśród uczniów 800 amerykańskich szkół podstawowych i średnich (K-12) w roku szkolnym 2007/2008, największe korzyści z tej formy edukacji odnoszą szkoły położone na terenach wiejskich.

Edukacja na odległość dla uczniów tych szkół jest często – jak określili autorzy badania – „linią życia“, dzięki której mogą oni mieć kontakt ze światem i mogą się skutecznie uczyć.

Z raportu wynika, że „blended learning“ czyli nauczanie mieszane, łączące naukę w klasie szkolnej i e-learning, będzie najbardziej popularną metodą uczenia się w przyszłości. Aż 75% szkół biorących udział w badaniu miało co najmniej 1 ucznia zapisanego na kursy elearning lub blended learning. Jak wynika z danych, łącznie w Stanach Zjednoczonych korzysta z tej formy edukacji już 1 milion uczniów i zdecydowana większość badanych spodziewa się, że że liczba uczniów korzystających z tej formy nauki będzie w dalszym ciągu rosła.

Autorzy badania zauważają, że e-learning w systemie szkolnym K-12 rozwija się inaczej niż w szkołach wyższych. Uczelnie wyższe zainwestowały znaczące środki własne w stworzenie własnych programów i kursów online. Szkoły K-12 korzystają raczej z zewnętrznych dostawców kursów (najczęściej z wielu jednocześnie), zamiast opracowywać autorskie kursy.

E-learning cieszy się dużą popularnością wśród ogółu uczniów. Do korzystania z kursów online nie potrzeba specjalnych umiejętności, zaś wyniki badań dowodzą, że ta forma edukacji „szkolnej“ większości uczniów przynosi korzyści edukacyjne. Są one zdecydowanie największe w odniesieniu do uczniów małych szkół na terenach wiejskich. W tym wypadku edukacja online to nie tylko alternatywa do tradycyjnego nauczania, ale także często najważniejszy dostęp do aktualnych zasobów edukacyjnych o wysokiej jakości. Skorzystanie z tej formy pozwala również zaoszczędzić środki, które w przeciwnym razie szkoły musiałyby wydać na zatrudnienie nauczycieli do prowadzenia zbyt małych grup.

„Gdyby nie nauka online, w naszym powiecie byłoby o 40 absolwentów szkół mniej“ – zauważył jeden z uczestniczących w badaniu uczniów.

Chociaż e-learning spełnia oczekiwania zróżnicowanej grupy uczniów – tych, których nie stać na opłacenie zajęć w innym mieście lub dodatkowej pomocy, wielu respondentów badania zauważa, że aby odnieść sukces w tej nauce online, trzeba być naprawdę zdyscyplinowanym.

Wyniki potwierdzają, że jakość kursów online i koszt ich projektowania i dostarczenia do uczniów, stanowią najpoważniejszą barierę w rozwoju e-learningu szkolnego. Respondenci sugerowali dokładniejszą ewaluację kursów w celu poprawy ich jakości i funkcjonalności. „Jako administrator kursu, jestem za rozszerzeniem nauki online“ – zauważył jeden z uczestników badania. „Ale nasza społeczność, także nauczyciele, jest dość krytyczna względem jakości kursów i kontentu. Jednak jeśli tylko zadbamy o ewaluację i wysoką jakość procesu dydaktycznego, jestem pewien, że większość zaakceptuje tą metodę nauczania“

Obecnie, jak wynika z badania, najczęściej z form e-learningowych korzystają uczniowie szkół średnich. W szkołach podstawowych i nauczaniu przedszkolnym z tej formy zajęć korzysta około 21% uczniów.

Choć większość ekspertów zauważa, że e-learning nie odgrywa jeszcze poważnej roli w systemie oświaty, spodziewają się, że to zmieni się w przyszłości. „W ciągu pięciu lat rozwinie się wiele form mieszanych“ – zauważa Julie Young, założycielka Florida Virtual School. „Spodziewam się, że uczniowie będą chodzili do szkoły dwa razy w tygodniu, a trzy dni spędzali pracując w domach. Możliwe jest również takie rozwiązanie, że uczniowie będą jednocześnie uczestniczyli w pięciu zajęciach wymagających fizycznego przebywania w klasie i dwa kursy online“

Podobnego zdania są przedstawiciele międzynarodowej organizacji iNACOL (International Association for K-12 Online Learning), która promuje na świecie wykorzystanie e-learningu w nauczaniu w szkołach podstawowych i średnich: „Do tej pory formy mieszane – online i edukacji w szkolnej klasie stosunkowo wolno wchodziły do amerykańskich szkół. Patrząc jednak na modele edukacji w innych krajach, na przykład w Singapurze czy Australii, a także biorąc pod uwagę doświadczenia szkolnictwa wyższego, można przypuszczać, że w niedalekiej przyszłości poważna część nauczania będzie odbywać się z wykorzystaniem metody mieszanej (blended learning)“. Jak podsumowano w raporcie iNACOL – „takie podejście mieszane pozwala na połączenie tego co najlepsze – w nauczaniu online i w praktyce szkolnej klasy. Będzie to model dominujący w przyszłości i okaże się o wiele bardziej powszechny, niż każdy z dotychczasowych modeli nauczania z osobna.“

O tym, że e-learning będzie zastępował w niedalekiej przyszłości tradycyjne lekcje w szkole, przekonani są również naukowcy z Uniwersytetu Harvarda (zobacz: Szkoły przeniosą się do sieci?)

Prezentowane wyniki badań dość jasno ukazują silny trend w globalnej edukacji. Ma to również duże znaczenie dla Polski. Już teraz na terenach wiejskich istnieje wiele problemów z utrzymaniem małych szkół, o które walczy Federacja Inicjatyw Oświatowych. Zainwestowanie przez władze oświatowe w porządne i wysokiej jakości kursy e-learning rozwiązałoby poważne problemy związane z funkcjonowaniem nie tylko małych szkół. Warto inwestować poważne pieniądze w budowę profesjonalnych i zgodnych z nową podstawą programową kursów (dla wszystkich trzech typów szkół) z najważniejszych przedmiotów szkolnych, zamiast wydawać bez głowy dziesiątki milionów złotych na zakup przypadkowego multimedialnego oprogramowania i wpychania go na siłę do wszystkich szkół, z czym mieliśmy do czynienia pod koniec ub. roku (zobacz: Oprogramowanie edukacyjne dla szkolnych pracowni komputerowych kupię…).

 

(źródło: eSchoolNews)

Written by Bodeha

lipiec 10, 2009 at 8:01 am

Wrocławscy urzędnicy w poszukiwaniu stu milionów – koniec Second Wrocław?

without comments

Dziurawy budżet Wrocławia to aktualnie największy problem dla jego urzędników. Planując plan finansowy trochę się przeliczyli, na konto miasta wypłynęło bowiem mniej pieniędzy z podatków niż to wstępnie zakładano. Wrocławianie muszą się teraz zatem liczyć z zaciskaniem pasa, bo miejska kasa będzie oszczędzać.

Już teraz wiadomo, że impreza sylwestrowa na wrocławskim Rynku zostanie odwołana. Miasto rezygnuje też z utrzymania swojego odpowiednika w grze komputerowej „Second Life”. Zrezygnowano również z planowanych remontów kamienic.

Na największe oszczędności muszą się przygotować sami urzędnicy: pamiętanie o gaszeniu światła, zapisywanie kartek papieru po obu stronach, brak podwyżek – to tylko niektóre z pomysłów na oszczędność. Z urzędnikami oraz rzecznikiem magistratu Pawłem Czumą rozmawiała reporterka RMF FM Barbara Zielińska:

link do wywiadu audio: http://www.rmf.fm/fakty/?id=157396&temat=76

Written by Bodeha

czerwiec 16, 2009 at 5:42 pm

Dydaktyka w środowisku elektronicznym 3D

without comments

Celem artykułu jest pokazanie wartości środowiska 3D dla dydaktyki. Łączy się to ze zwróceniem uwagi na cechy środowiska elektronicznego oraz z wyliczeniem z tej perspektywy kilku różnić w przebiegu procesu nauczania w środowisku 3D w stosunku do tradycyjnej dydaktyki. W tym celu posłużono się przykładem działania dydaktyki w elektronicznym świecie Second Life.

Technologiczny wymiar dydaktyki Wykorzystanie dla dydaktyki środowiska elektronicznego 3D może zmienić proces dydaktyczny, co wiąże się z komunikacją i zaistnieniem w środowisku, które pod wieloma względami różni się od świata fizycznego. Chodzi nie tyle o poszerzenie lub uzupełnienie tradycyjnej dydaktyki prowadzonej w przestrzeni fizycznej, ale o przeniesienie jej do alternatywnej rzeczywistości elektronicznej. Wiąże się to z wykształceniem zasad i praktyki w sytuacji edukacyjnej, jaka powstaje w środowisku elektronicznym 3D. Nie akcentuje się jednak roli samej technologii, zakładając jej powszechność, zmienność i dostępność oraz przyjmując, że technologia sama w sobie jest ewoluującym podłożem lub źródłem przemian tworzących nową sytuację komunikacyjną, która z kolei jest wykorzystywana do celów dydaktycznych. Chodzi tu raczej o wartościowy dla celów edukacyjnych sposób zaistnienia w sieci: osób, elementów rzeczywistości i prezentowanych treści, umożliwiający powstawanie i funkcjonowanie systemu edukacyjnego. Dotyczy to procesu dokonującego się w otwartym, powszechnie dostępnym i wspólnym środowisku, tworzonym w przestrzeni, która jest możliwa do zagospodarowania przez aktywizujących w niej swoją działalność ludzi.

Edukacja w sieci nie jest definiowana przez pryzmat technologicznie domkniętego, niezależnego i gwarantowanego systemu komunikacji komputerowej. Przyjmuje się, że system edukacji przenoszony jest do otwartej przestrzeni elektronicznej – przeznaczonej do kreowania celów edukacyjnych – podobnie jak dzieje się to z innymi dziedzinami życia.

Dzięki wykorzystaniu możliwości, jakie posiada środowisko elektroniczne – zwłaszcza ewoluujące wraz z technologią środowisko 3D – procesy dydaktyczne dokonujące się na jego gruncie mogą okazać się konkurencyjne lub pod pewnymi względami bardziej wartościowe od dydaktyki tradycyjnej. Idea edukacji w sieci ma na celu wykorzystanie możliwości środowiska elektronicznego w takim stopniu, w jakim nie jest to możliwe w tradycyjnym systemie edukacji – postrzega się ją jako cel sam w sobie, a nie jedynie jako proces wspomagający edukację tradycyjną. Jest ona traktowana jako całościowy system edukacyjny – alternatywny i niezależny w stosunku do dydaktyki tradycyjnej, samowystarczalny i zdolny do całościowego kształcenia, ale na odmiennych zasadach niż edukacja tradycyjna.

Naturę środowiska elektronicznego 3D wyznaczają cechy, które zmieniają znaczenia znane ze świata fizycznego – w tym np.: interaktywność zmieniająca linearny przekaz w wielotorową komunikację z ludźmi oraz z samym środowiskiem elektronicznym; teleobecność, czyli uobecnianie się osób i otoczenia pod postacią elektroniczną, co wiąże się z elektroniczną “cielesnością”, jak również może wpływać na budowanie elektronicznej tożsamości; telematyczność, czyli wykształcanie w środowisku elektronicznym doświadczenia zmysłowego; immaterialność, która zmienia znaczenie fizyczności i czasoprzestrzeni. Własności te wpływają na rodzajowość kontaktu, jak również odróżniają go od kontaktu bezpośredniego w świecie fizycznym (własności te w ograniczonym stopniu występują w komunikacji posługującej się jedynie kanałem wideo). Wzajemny kontakt w sieci stwarza odmienny rodzaj kontaktu od kontaktu bezpośredniego w świecie fizycznym. Bardziej adekwatne byłoby określenie “kontakt elektroniczny”, czyli wiążący się z aktywnością elektroniczną człowieka przed interfejsem komputera, co może wykraczać poza komunikację w znaczeniu jedynie użytkowym i np. zawierać inną ekspresję języka w stosunku do kontaktu w świecie fizycznym. Inne cechy, takie jak np. hipertekstualność lub polisensoryczność, mają szerszy wymiar dla zjawisk w środowisku elektronicznym i dotyczą nie tylko środowiska 3D – wiążą się np. z bieżącą prezentacją stron w sieci i aktualizowaniem omawianych tematów za pomocą przesyłanych na bieżąco materiałów, co umożliwia dyskusję na temat konkretnych przykładów.

Dla dydaktyki w sieci wiodące pozostają sposób i wartość zinstytucjonalizowania – powiązanie edukacji sieciowej z ośrodkami akademickimi (stosującymi taką metodę). Wychodzi się z założenia, że w przyszłości zapewne nieuniknione jest całościowe wręcz przeniesienie edukacji do sieci, a zwłaszcza do środowisk 3D. Powyższa teza wyłania problemy formalno-prawne, tyle że utrudnienia tego rodzaju traktowane są jako konieczność wytworzenia dogodnych założeń dla rozwoju edukacji w sieci, a nie jako czynniki ograniczające.

System edukacji w sieci Wspomniany wcześniej system edukacji w sieci miałby istnieć niezależnie od tradycyjnego systemu edukacji i służyć ciągłemu rozwijaniu idei nauczania zdalnego, głównie z wykorzystaniem środowiska 3D. Utworzenie elektronicznych filii ośrodków akademickich mogłoby wykreować odmienne struktury edukacyjne o zasięgu globalnym.

System edukacji cechują:

  • decentralizacja – idea studiów w sieci decentralizuje szkolnictwo, tzn. po pierwsze, koncentruje studentów wokół miejsca w środowisku elektronicznym lub osoby prowadzącego, a nie wokół miejsca w przestrzeni fizycznej (np. budynku akademickiego), po drugie, daje możliwość łatwego indywidualizowania studiów w zakresie doboru kursów w skali ogólnopolskiej (lub globalnej), a nie w ramach jednej uczelni. Decentralizacja wynika z alinearnej natury sieci – może skłaniać do refleksji odnośnie przestrzennego regionalizowania dydaktyki tradycyjnej, ponadto ujawnia wartość środowiska elektronicznego dla edukacji, jaka nie może zaistnieć w świecie fizycznym;
  • profilowanie studiów1 – ścieżki i kierunki. Decentralizacja pociąga za sobą możliwość profilowania studiów, czyli procesy konsolidujące studia, w tym np. powstawanie ścieżek lub kierunków. Konsolidacja w ramach uczelni mogłaby dotyczyć profilowania uwzględniającego kursy w innych uczelniach, które tematycznie związane są z kierunkiem lub akceptowane w ramach studiów – chodzi tu o honorowanie pojedynczych kursów, np. w skali ogólnopolskiej oraz ich międzyuczelnianą wymianę. Oczywiście pogłębianie tego systemu natrafia dzisiaj na ograniczenia formalno-prawne. Nie zmienia to jednak faktu, że dzięki wykorzystaniu sieci pojawiają się nowe możliwości, co w przypadku wzbogacania programów i podnoszenia kwalifikacji wydaje się zasadne. Sieć nie jest postrzegana jako narzędzie, ale jako medium służące do wykreowania wartości edukacji przez zwiększenie możliwości studiowania. Wiodące staje się profilowanie studiów w oparciu o konsolidację kursów w przestrzeni elektronicznej, a nie dostosowywanie ich do możliwości, jakie zapewnia pojedyncza uczelnia. Taki program nauczania mógłby realizować zakres studiów, który poza siecią praktycznie nie jest możliwy;
  • immaterializacja – zmiana sytuacji edukacyjnej, tzn. przeniesienie zajęć do sieci powoduje zmianę sposobu kontaktowania się i przekazywania wiedzy. Decentralizacja i profilowanie sprawiają, że student może oczekiwać częstego kontaktu z wybranym wykładowcą, co wynika z jego zainteresowań i samodzielnego wyboru zajęć, a co jest możliwe po przeniesieniu owych kontaktów do sieci. Środowisko elektroniczne daje większe możliwości takiego kontaktu, który pod pewnymi względami może być ciągły (np. poprzez Skype lub Messenger – nie chodzi tu nawet o konkretną rozmowę, ale o widoczną dostępność). Znika również potrzeba dostępu do konkretnego miejsca w świecie fizycznym. Sieć zmienia zakres, jak i intensywność kontaktów ze studentami. Warto wspomnieć o relacji mistrz – uczeń, wynikającej z formy komunikacji (np. dialog poprzez Skype). Nie chodzi tu jednak o obniżenie prestiżu nauczyciela, co mogłoby wiązać się z odmiennością języka lub informacją graficzną, wręcz przeciwnie – taka forma kontaktu może zaowocować wartościową dyskusją i potwierdzać znaczenie relacji mistrz – uczeń. Środowisko elektroniczne stwarza możliwość takiej komunikacji, kiedy to student może bez ograniczeń zwracać się do wykładowcy lub opiekuna. Stwarza to poczucie jedności i ciągłości kontaktu, powoduje przeplatanie się tematów (kontakt za pomocą poczty elektronicznej może być tutaj niewystarczający). Relacje pomiędzy studentami i wykładowcami w sieci mają duże znaczenie – np. dla osób piszących prace stały kontakt elektroniczny może mieć wpływ na doprecyzowanie i krystalizację omawianych treści. Kontakty w sieci wiążą się z obustronnym zaakceptowaniem tej formy komunikowania oraz z przekonaniem studenta, że wykładowca jest otwarty i gotowy na podjęcie rozmowy w każdej chwili. Przykładowo dyżury wykładowców w realnym świecie wymagają wskazania miejsca, do którego, np. ze względów losowych, student może nie dotrzeć. Chodzi tu o immaterializację kontaktów – całkowite przeniesienie do sieci, bez potrzeby koncentrowania ich w przestrzeni fizycznej;
  • edukacja międzynarodowa – programy: Erasmus, Sokrates. Dodatkowym elementem decentralizacji i profilowania systemu edukacji jest możliwość zdalnego prowadzenia zajęć ze studentami na studiach międzynarodowych. Chodzi o sytuację, kiedy student nie może uczestniczyć w zajęciach odbywających się w świecie fizycznym w rodzimej uczelni – wówczas jedynym rozwiązaniem dla zachowania wartości procesu edukacyjnego jest zdalne uczestniczenie w zajęciach. Prowadzący ma przecież prawo wymagać obecności na wykładach, ale z drugiej strony student ma prawo korzystać z systemu edukacji międzynarodowej. Powstaje wobec tego pytanie, jak dopasować system edukacji międzynarodowej do jakiegokolwiek systemu edukacji wynikającego z centralizacji w stosunku do rodzimej uczelni? Wydaje się, że uczestniczenie w zajęciach za pośrednictwem takich programów, jak Skype lub Messenger, mogłoby częściowo rozwiązywać tego typu problemy, niezależnie od konsultacji czy egzaminowania.

Mówiąc o systemie edukacji w sieci, należy wziąć pod uwagę zagadnienie opracowania zasad – głównie prawodawstwa – i sposobów działania, które umożliwiałyby taki rodzaj edukacji. Uniwersytety mogłyby mieć swoje miejsca w sieci2, tak jak dzieje się to np. w Second Life – filie działające na podobnych prawach, chociaż na innych zasadach niż w przestrzeni fizycznej. Tworzenie podobieństw – “kalkowanie” świata realnego – nie musi być najlepszą drogą, jeśli w ogóle jest możliwe. Edukacja w sieci może wręcz zdominować działania pedagoga, kiedy próbuje on stworzyć mechanizmy nauczania podobne do tradycyjnych. Zbyt dalekie porównywanie dydaktyki w sieci do tradycyjnej może powodować niekorzystne formatowanie dydaktyki w środowisku elektronicznym. Fakt wykorzystania sieci w celach dydaktycznych zmienia zakres wiedzy dostępnej podczas wykładu. Sytuacja taka może wpływać np. na chęć zachowania przez prowadzącego linearności wykładu, co może ograniczać proces dydaktyczny. Chodzi na przykład o możliwość weryfikacji treści przez studentów na bieżąco, jak również poszerzanie poruszanej tematyki o informacje odnajdywane na stronach w internecie podczas trwania wykładu. Pedagog staje się nie tylko źródłem wiedzy, ale także kieruje procesem poznania, tworzy całościowy obraz dla danego tematu, wykorzystując inicjatywę studentów. Podobną sytuacją jest zaakceptowanie przez prowadzącego wykorzystania komputerów podłączonych do sieci podczas wykładu w świecie fizycznym, dzięki czemu studenci mogą konfrontować i uzupełniać na bieżąco informacje będące treścią wykładu z materiałami dostępnymi w internecie. Jest to sytuacja, w której edukacja sieciowa ma możliwość formatowania edukacji tradycyjnej. Powyższa zmiana w procesie dydaktycznym wiąże się z potrzebą przyjęcia przez pedagoga otwartej postawy. Staje się to wręcz koniecznością współczesnego sposobu nauczania z wykorzystaniem otwartego środowiska sieci.

Potrzeby wynikające z wielokierunkowości nauki i specjalizacji dyscyplin mogą stać się z jednej strony podłożem dla działań edukacyjnych, jakie daje środowisko elektroniczne – zwłaszcza 3D, z drugiej zaś mogą być przyczyną ewoluowania i krystalizowania się samych praktyk edukacyjnych.

System edukacji w sieci zawiera jednak pewne niejasne aspekty, związane np. z anonimowością – identyfikacją studentów. Pewnym utrudnieniem jest również wpis do indeksu. Ogólnie jednak kwestie techniczne wydają się być drugorzędne – nie ograniczają, ale antycypują potrzeby technicznego rozwiązania. Nie pytamy, dlaczego nie da się dokonać wpisu lub zidentyfikować w obecnej sytuacji osoby logującej się pod postacią awatara, lecz zmierzamy do znalezienia rozwiązania dla tych problemów, gdyż trudno sobie wyobrazić, by krytyczne argumenty miały ograniczać ideę sieciowej edukacji3. Dotyczy to również konstrukcji systemu pod względem jego wydolności wobec liczby zalogowanych osób, czyli istnienia “lagów” (opóźnień w działaniu systemu) lub “crashy” (tzw. wieszania się systemu lub nieoczekiwanego zamykania się programów). Negatywne aspekty (a jest ich pewnie więcej), które są wynikiem rozwoju sieci i edukacji w sieci, powstają jako naturalny efekt i trudno, by były interpretowane jako czynniki powstrzymujące rozwój systemów edukacyjnych w internecie. Sieć może być pojmowana paradygmatycznie jeśli chodzi o tworzenie systemów, które w niej powstają lub są do niej implementowane. Medium to może służyć edukacji jeszcze lepiej, jeśli przyjmie się jego rozwojowość, odmienność i wytworzy niezależne standardy oraz dostosuje mechanizmy nauczania do możliwości, jakie oferuje.

Naszą intencją jest włączenie się, na ile jest to możliwe, w dyskusję na temat e-learningu przez pryzmat własnych doświadczeń w środowisku Second Life4. Elektroniczny świat Second Life z jednej strony integruje uczestników, wielość ich różnych zachowań oraz wnoszone przez nich treści (z których część pierwotnie przynależała do świata fizycznego), z drugiej strony ma, wspomniane wcześniej, właściwości charakteryzujące środowisko elektroniczne, umożliwiające powstanie aktywności służącej edukacji w sieci. Przenosząc do środowiska 3D swoją edukacyjną aktywność, człowiek odkrywa jej nową postać oraz nowe sposoby działania, a co za tym idzie – dookreśla edukację w sieci jako wartościową i odmienną od tradycyjnej.

Second Life jako przestrzeń dla edukacji – Academia Electronica W październiku 2007 roku, na podstawie porozumienia z deweloperem Second Poland, powołano Academia Electronica w Second Krakow (SK)5. Academia Electronica jest niezinstytucjonalizowaną, otwartą placówką o charakterze akademickim. Jej działalność ma charakter non-profit i odbywa się za akceptacją władz Uniwersytetu Jagiellońskiego. Academia mieści się w jednej z kamienic w elektronicznym Krakowie. Powstały związane z nią grupy zrzeszające wykładowców, studentów i słuchaczy. Grupa Academia Electronica liczy ponad 100 osób. W roku akademickim 2007/08 Academia była miejscem prowadzenia otwartych wykładów i dyskusji. Rok później wykład został przekształcony w 30-godzinny kurs (jak dotąd jedyny) dla studentów, zatytułowany: Środowisko elektroniczne jako rzeczywistość człowieka6. Aktualnym celem jest możliwość przeprowadzenia w Academia Electronica ogólnopolskich kursów honorowanych przez ośrodki akademickie, które uzupełniałyby w ten sposób wzajemnie swoje programy.

Podczas roku akademickiego 2007/08 wygłoszono ponad 30 otwartych wykładów7, w których uczestniczyło każdorazowo do 25 osób, przy czym w kolejnym roku liczba ta wzrosła do 40. W kilku przypadkach wykłady prowadzone były przez słuchaczy Academia Electronica.

W trakcie wykładów nawiązuje się głównie do zagadnień związanych ze środowiskiem elektronicznym Second Life. Otwarta formuła wykładów gromadzi osoby o różnych zainteresowaniach – co owocuje interesującymi dyskusjami, nierzadko podpartymi rzetelną wiedzą.

Wykładowcy spotykają się ze studentami pod postacią awatarów. W Academia Electronica można korzystać z ekranu, na którym możliwe jest wyświetlanie plików JPG (na ekranach w Second Life można dokonywać projekcji filmów i prezentacji w PowerPoint). Second Life posiada środowisko audio (tzw. voice), tzn. głos rozchodzi się w sposób swobodny w pobliżu mówiącego, podobnie jak w przestrzeni fizycznej, stąd wykład można wygłaszać bez jakichś szczególnych warunków technicznych (z użyciem zwykłego zestawu – mikrofonu i słuchawek). Można wykorzystać tzw. stream radiowy (co wymaga jednak pewnych przygotowań) – wtedy słyszalność jest całkowicie pozbawiona niedoskonałości, jakie mogą się pojawić przy wykorzystaniu środowiska audialnego.

Autor niniejszego opracowania kilkukrotnie skorzystał z Academia Electronica do przeprowadzenia wykładów w połączeniu z tradycyjnym wykładem w świecie fizycznym8. Uczestniczył zdalnie w konferencji, wygłaszając referat w Akademii, z której obraz był rzutowany na ekran w sali konferencyjnej w świecie fizycznym. Innym razem, podczas prezentacji na konferencji w świecie fizycznym, prowadził wystąpienie równocześnie dla słuchaczy zgromadzonych w Academii. Tego typu działania wyłaniają hybrydowość rzeczywistości fizycznej i elektronicznej, a w ramach przestrzeni łączonej wyłania się nowy aspekt edukacyjny.

Możliwość alinearnego uczestniczenia w wykładach, jaka powstaje w środowisku elektronicznym w szerokim rozumieniu (tzn. nie tylko w środowisku 3D), stymuluje słuchaczy do aktywnego uczestnictwa. Podczas wykładu w Akademii pojawiały się komentarze i powstawały dyskusje prowadzone w ogólnym kanale pisanym (widocznym jako czat dla odbiorców w obrębie kilku metrów od grupy zgromadzonych osób, np. w obrębie Akademii). W taki sposób pojawiały się również pytania i komentarze kierowane do prowadzącego lub do innych słuchaczy zgromadzonych w sali. W świecie fizycznym taka forma prowadzenia zajęć jest niemożliwa, gdyż traktuje się ją jako rozmowę, która zaburza porządek wykładu – wykład tradycyjny jest linearny. Tutaj to nie przeszkadza – gdyż ten rodzaj prowadzenia zajęć umożliwia alinearny (wielotorowy) sposób wymiany informacji. Taka forma łączy merytoryczne treści wykładu z bieżącym problematyzowaniem ich przez słuchaczy. Powyższa wielotorowość może na bieżąco inspirować wykładowcę, pokazując, w którą stronę kieruje się zainteresowanie słuchaczy. Równocześnie mogą pojawić się pytania do prowadzącego na IM, czyli kanałach prywatnych, co raczej służy późniejszym konsultacjom poza wykładem.

Po wykładzie w Academia Electronica odbywały się dyskusje w systemie audialnym. Warto podkreślić, że tego rodzaju sytuacja ma miejsce dzięki inspiracji płynącej z medium, jakim jest sieć i nie może tak samo zaistnieć w edukacji tradycyjnej.

Uwarunkowania dla edukacji w Second Life Second Life jest również wspaniała przeglądarką, gdzie są dostępne np. interaktywne muzea i gotowe, różnorodnie zwizualizowane, materiały, przez co zmienia się postać prezentacji, która, będąc hipertekstualną (np. trójwymiarową i polisensoryczną lub uwzględniającą adresy w sieci), nierzadko dotyczy całościowego kontekstu prezentowanych treści. Przestrzeń 3D pozwala na specyficzne dokumentowanie informacji lub materiałów, np. wywoływanie zawartości baz danych przez klikniecie w aktywny link lub ciągłą edycję pewnych treści (np. na wyświetlaczach umieszczanych w wykreowanych elektronicznie pomieszczeniach).

Dzięki elektronicznemu wcieleniu dostrzega się ekspresję słuchaczy – poprzez obserwację ich powierzchowności, wyglądu i gestów. Studenci przynoszą ze sobą pomoce naukowe, np. przygotowane linki do stron lub tzw. landmarki do miejsc w przestrzeni Second Life, w których prezentowane są poruszane podczas zajęć treści. Studenci mają możliwość modyfikowania własnego wyglądu, co jest dodatkowym elementem budowania elektronicznej osobowości. Różne sposoby wyrażenia samego siebie w środowisku 3D, takim jak Second Life, urozmaicają relacje międzyludzkie – stają się źródłem inspiracji i wzbudzają zainteresowanie innych. Możliwość ta przesuwa komunikację w kierunku znaczeń i hipertekstu w sposób nieosiągalny dla świata fizycznego. Studenci zachowują tu swobodę autokreacji i wyrażania treści – awatar może czasem powiedzieć więcej niż “maska w świecie fizycznym” czy obraz wideo.

Praktykę edukacyjną w Second Life można poszerzyć o zagadnienie partycypacji, wiążące się z traktowaniem Second Life jako rzeczywistości – pewnej osobistej przestrzeni. Takim miejscem może być również ośrodek akademicki, skupiający zalogowane osoby – niezależnie od wymiaru użytkowego edukacji – nie tylko partycypujące w społeczności akademickiej ze względów użytkowych, ale gotowe w każdym momencie podjąć działania związane z potrzebami elektronicznej uczelni.

Do elektronicznego uniwersytetu może przyjść każdy i w dowolnym momencie, bowiem jest to miejsce pozbawione ograniczeń typowych dla przestrzeni fizycznej, otwarte na ciągłą wymianę myśli – wydaje się być stworzone zarówno dla aktywności naukowej, prezentacji własnych poglądów, jak i budowania wspólnoty akademickiej.

Michał Ostrowicki

zrodło: http://www.e-mentor.edu.pl/artykul_v2.php?numer=28&id=614

Pozwoliłem sobie dodać jeszcze dwa komentarze które pojawiły sie pod tym artykułem:

nteresujący artykuł. Obawiam się jednak, że tego typu inicjatywy realizowane w Second Life to głównie eksperymenty formalne. Przy całym pozytywnym potencjale tego środowiska nie da się ukryć, że taka forma promocji wiedzy przegrywa z tradycyjną stroną WWW, która jest swobodnie dostępna, można ją znaleźć przez Google i nie wymaga żadnych rejestracji ani skomplikowanej nawigacji. Użyteczność to ważny element projektów edukacyjnych w Sieci, warto chyba o tym pamiętać.
http://historiaimedia.org/2009….akcyjnosc/

pozdrawiam,
mw

Przeniesienie wykładów akademickich do Second Life to na dzisiaj rzeczywiście eksperyment, ale czy jedynie formalny  tutaj miałbym wątpliwości. Wiąże się to z ogólnym pytaniem o kierunki rozwoju sieci oraz z bardziej konkretnym, o rolę strony www, jaką ona pełni w porównaniu do możliwości jakie stwarza środowisko 3D, a za tym, jakie wynikają z tego różnice dla edukacji. Myślę, że czym innym jest dostęp lub wymiana informacji na takich zasadach jak umożliwia to strona www, a czym innym interaktywny proces dydaktyczny, gdzie wartość ma kontakt z pedagogiem, i to nie na zasadach pojedynczych konsultacji, ale wspólnie problematyzowanych na bieżąco treści. Wtedy strona www może być traktowana jako uzupełnienie wykładu. Różnica te powoduje, że rozwijające się środowiska 3D mogą stawać się coraz bardziej obiecujące dla edukacji zdecentralizowanej.

Warto pamiętać, że sieć nie musi być postrzegana jedynie jako narzędzie, ale może być traktowana jako ewoluujące medium dla wykształcania różnych sposobów działania, w tym dydaktyki. Środowisko 3D stwarza możliwość na rozwój sieciowego akademicyzmu, a budynek w przestrzeni elektronicznej staje się miejscem spotkań, skupiającym zainteresowanych. Celem przeniesienia edukacji do środowiska 3D jest dostrzeżenie różnic, a nie podobieństw w stosunku do edukacji tradycyjnej ; to odmienne środowiska, jak i odmienna sytuacja edukacyjna.

Zapraszam do Academia Electronica (Second Life serach: Academia Electronica) w poniedziałki, o godzinie 21.00, kiedy odbywa się wykład otwarty (30 godzinny kurs akademicki został zakończony w pierwszym semestrze). Zapraszam również zainteresowane osoby do udziały w projekcie Academii, tj. na zasadzie pojedynczego wystąpienia lub zgłoszenia kursu.

MO

Strona www Academia Electronica dla zainteresowanych tematem .

Pozdrawiam Bo

Written by Bodeha

czerwiec 10, 2009 at 10:15 am

O internetowej anonimowości raz jeszcze

without comments

O tym, jak w wielu przypadkach złudne jest poczucie anonimowości internautów, pisałam już jakiś czas temu. Teraz jednak, gdy jeden z brukowców rozpętuje niemal świętą wojnę wymierzoną w anonimowość znanej blogerki, warto wrócić do tego tematu raz jeszcze.

 

Próba zastraszenia blogerki i grożenie wyjawieniem jej danych osobowych, doprowadziła nie do debaty nad tym, jak powinno wyglądać dziennikarstwo w Polsce oraz egzekwowanie prawa. W centrum dyskusji znalazło się to, czy blogerzy mają prawo w ogóle być anonimowi i na ile poważnie można traktować internautów, którzy nie ujawniają swojej tożsamości.

 

Na temat anonimowości w sieci wypowiedziały się osoby, które naprawdę się na tym znają: ks. Adam Boniecki (Jedyną forma anonimowości jaka jest dla mnie dopuszczalna to anonimowość penitenta w konfesjonale), prof. Jacek Hołówka (Osobiście nie czytam blogów), prof. M. Król (Blogi są czymś wręcz idiotycznym – bo pozwalają każdemu wygłaszać opinie na każdy temat anonimowo), prezenter telewizyjny Krzysztof Ibisz (Wiem, że w Azji, aby zamieścić komentarz pod notatką o kimś znanym, trzeba podać swoje dane osobowe) oraz tancerka Edyta Herbuś (Chciałabym poznać tożsamość osób piszących o mnie i komentujacych te doniesienia na różnego rodzaju portalach. To byłoby właściwe). Natomiast sam redaktor naczelny Dziennika dba o poziom i prosi, a internauci natychmiast reagują

 

Nie ma się co oszukiwać, tu nie chodzi o dyskusję o wolności słowa czy o określenie granic anonimowości w sieci. Tu chodzi o oglądalność i liczbę komentarzy. Nie można jednak lekceważyć  tych wydarzeń. Mamy do czynienia z przełomem w historii polskiego blogowania. Pierwszy raz bloger (tutaj – blogerka) został potraktowany na równi z dziennikarzami mediów tradycyjnych. A więc stało się to, o czym część blogosfery marzyła od dawna. Jak jednak trafnie podsumował Debergerac, blogerka zaczęła uchylać się od konsekwencji swoich działań. Zatem – gdy cytują blogerów w gazetach czy powołują się na nich w reportażach telewizyjnych, to dobrze. Gdy natomiast oczekuje się od tych blogerów odpowiedzialności za pisane przez siebie słowa – już znacznie gorzej.

 

Ponadto, ponownie dochodzi do sporu, w którym argumenty niemal żywcem czerpane są z Andrew Keena i jego świętej wojny z dziennikarstwem obywatelskim. Blogerzy są źli, bo mogą pisać cokolwiek i do tego nie ujawniać swojego nazwiska i tylko dziennikarze mediów tradycyjnych dysponują odpowiednim warsztatem, by móc w pełni ogarnąć to, co dzieje się na świecie. Osoba, która pisze “pocałujcie mnie w dupę” pod swoim imieniem i nazwiskiem zasługuje na to, by jej argumentów słuchać. Natomiast ta, która obnaża tajniki życia politycznego w Polsce, nie zdradza jednak swojej tożsamości, nie może być wiarygodna.

 

Możliwość publikowania w sieci – bez odgórnej cenzury i zewnętrznych ingerencjii – w dzisiejszych czasach wydaje się być jedną z podstaw zdrowej demokracji. Trzeba jednak pamiętać, że w takim systemie ponosimy za swoje słowa pełną odpowiedzialność. Także wtedy, gdy piszemy swojego bloga pod pseudonimem (bo bardziej o pseudonimowość, niż o anonimowość chodzi).

zrodlo: http://klimowicz.blox.pl/html

Written by Bodeha

czerwiec 9, 2009 at 5:47 pm

Niemcy. Gra w bezdomnych w Berlinie hitem internetu

without comments

Darmowa gra online, w której gracz wciela się w rolę bezdomnego alkoholika wałęsającego się po ulicach Berlina, stała się hitem niemieckiego internetu – pisze w czwartek agencja EFE, powołując się na jednego z jej twórców Mariusa Follerta.

<!–1–> Uczestnicy gry, zamieszczonej na stronie Pennergame.de, są witani napisem: “Bez pracy, bez pieniędzy i porzucony przez żonę. Jesteś teraz samotnym włóczęgą i niedoświadczonym żółtodziobem na ulicach Berlina”. Mimo tak fatalnego startu gracz może jednak własnym wysiłkiem pokonać przeciwności i nawet zastąpić Angelę Merkel na stanowisku kanclerza Niemiec.

Aby przetrwać w wirtualnym Berlinie, gracz musi zdobyć wprawę w wykorzystywaniu odpadków i zbieraniu butelek lub zostać ulicznym grajkiem.

putBan(62);

W pierwszym tygodniu po uruchomieniu gry – którą jej twórcy nazywają “satyrą społeczną” – w skórze włóczęgi zapragnęło się znaleźć ponad 300 tys. osób – informuje Follert w dzienniku “Berliner Zeitung”.

Zainteresowanie grą było tak duże, że po trzech godzinach od jej uruchomienia trzeba było podwoić moc serwerów.

Każdy gracz otrzymuje swój indywidualny profil, na którym jest rejestrowana ilość zdobytych przez niego pieniędzy, stopień utrzymywania higieny oraz alkoholizmu, a także awans na drabinie społecznej.

Możliwości spożywania wirtualnego alkoholu są jednak ograniczone od godz. 22.00 do 6.00 rano.

Gracze wybierają sobie wirtualną maskotkę, która będzie im towarzyszyć. Mogą też zakładać z innymi włóczęgami bandy, które opanowują dane terytorium.

Strona Pennergame.de została uruchomiona dwa lata temu i proponowano na niej początkowo włóczęgę po Hamburgu, a potem także Londynie i Warszawie, ale prawdziwą popularność osiągnęła dopiero wersja berlińska.

Organizacje skupiające bezdomnych, takie jak berlińska grupa Motz & Co., uważają jednak, że gra jest w złym guście. “To cyniczna i obrzydliwa gra” – oświadczył w “Berliner Zeitung” rzecznik Motz & Co. Juergen Gehrmann.

Na ulicach Berlinie żyje obecnie około 10 tys. bezdomnych.

zródło: PAP

Written by Bodeha

maj 16, 2009 at 3:29 pm

Parlament Europejski walczy z netoholizmem. Internet izoluje

without comments

Kiedy odpowiedź na wszystkie pytania można znaleźć w komputerze, rodzice tracą autorytet, a komputer staje się partnerem i wyrocznią – mówi Bogusław Sonik*

Coraz młodsze dzieci cieszą się z dostępu do Internetu

Fot. Franciszek Mazur / AG

Coraz młodsze dzieci cieszą się z dostępu do Internetu

<!–1–>

Dominik Uhlig: Parlament Europejski przyjął ostatnio program “Bezpieczny internet”. Po co?

Bogusław Sonik, eurodeputowany PO: Przede wszystkim ze względu na dzieci i młodzież. Dostęp do internetu jest coraz powszechniejszy, ale dorośli często nie zdają sobie sprawy z zagrożeń, jakie stąd wynikają. Dzieci w internecie są narażone na kontakt z pornografią, drastycznymi treściami, rasizmem, ksenofobią. Mogą stać się ofiarami molestowania seksualnego, gróźb, nękania. Mogą być namawiane do samookaleczeń, anoreksji czy samobójstw.

Świadomość zagrożeń jest chyba niezła. Informują o nich organizacje pozarządowe. W Polsce np. fundacja Kidprotect.

- Badania Eurobarometru wskazują, że tylko około 20 proc. europejskich rodziców uważa, że ich dzieci natknęły się w internecie na pornografię lub strony pedofilskie. Ale kiedy o to samo pyta się dzieci – prawie wszyscy ankietowani odpowiadają, że przypadkowo zetknęły się w sieci z obrazami o charakterze pornograficznym. Mimo ostrzeżeń, kampanii społecznych wielu rodziców wciąż sadza dzieci przed monitorem komputera bez kontroli, tak jak do tej pory sadzali je przed telewizorem. Ale internet jeszcze bardziej niż telewizja izoluje dzieci od świata.

putBan(62);

Izoluje? Przecież internet to okno na świat.

- Ale paradoksalnie może zamknąć w domu. Kiedy odpowiedź na wszystkie pytania można znaleźć w komputerze, rodzice tracą autorytet, komputer staje się partnerem i wyrocznią. Wiele sieciowych gier, w które bawi się europejska młodzież, pochodzi z USA. Dzieci i młodzież, które się w nie wciągają, zaczynają funkcjonować od 23 do 5 rano, żeby grać z kolegami zza oceanu. Zjawisko netoholizmu, uzależnienia od sieci, jest bardzo groźne, a często się go nie dostrzega. Wszyscy zachwycają się np. grą Second Life, tym, że powstaje tam kolejna ambasada czy kolejna redakcja. A przez nią wiele osób cały swój świat przenosi do wirtualnej rzeczywistości. Tam mogą być kim chcą. Niski brunet może być wysokim blondynem. Projektują swój świat i zaczynają z nim się utożsamiać. Rzeczywistość przestaje istnieć.

I właśnie z netoholizmem Unia chce walczyć?

- To dość nowe uzależnienie, w Polsce wpisane na listę chorób psychicznych dopiero w 2004 r. Najbardziej narażone są na nie właśnie nastolatki. Bywa często uzależnieniem od internetowej pornografii, ale też od kontaktów on-line, które są ważniejsze od tych nawiązywanych “w realu”, uzależnieniem od gier internetowych. A nawet od zakupów przez internet albo od bezustannego poszukiwania informacji. Netoholik potrafi spędzić w sieci 18-30 godzin, zerwać kontakty rodzinne, przerwać naukę, zrezygnować z pracy, jeżeli wcześniej jej nie straci. Netoholizm nie jest widoczny, nie jest społecznie agresywny.

Co Unia może zrobić?

- Przede wszystkim zapobiegać, informować. Na lata 2009-13 Parlament Europejski chce na to przeznaczyć 55 mln euro. Te pieniądze mają iść m.in. na zwalczanie treści niezgodnych z prawem, przeciwdziałanie wykorzystywaniu przez internet, wymianę doświadczeń między krajami Unii. W każdym z państw mają powstać krajowe punkty kontaktowe, do których będzie można zgłaszać nielegalne treści i szkodliwe zachowania zaobserwowane w internecie. Będzie też edukacja dla rodziców i nauczycieli, np. jak korzystać z filtrów blokujących szkodliwe treści. I dla samych dzieci – jak bezpiecznie nawigować w cyberprzestrzeni, jak chronić swoją prywatność.

Ale – jeśli chodzi o internet – nie tylko netoholizmem Unia chce się zajmować. Były kontrowersyjne pomysły regulowania treści w sieci, kontrolowania, kto stoi za pisanymi przez internautów blogami. Bezpieczeństwo zderza się z ograniczeniem wolności, z cenzurą.

- Nie nazwałbym tego cenzurą. W prasie pisanej ponosi się odpowiedzialność za to, co się napisze. W internecie powinno być podobnie, zwłaszcza że są tam duże możliwości naruszenia prawa. Z jednej strony jeśli internet jest wykorzystywany do celów terrorystycznych, pojawia się przyzwolenie na pewien rodzaj kontroli i identyfikacji, kiedy jest to konieczne.

Z drugiej strony – walkę z terroryzmem zaczyna się wykorzystywać jako pretekst do instalowania coraz większej liczby kamer, podsłuchów, bezkarnego docierania do wymiany danych osobowych. Wciąż trwa dyskusja, jak pogodzić bezpieczeństwo z wolnością.

Ale czy to nie walka z wiatrakami? Zakażemy w Europie publikowania instrukcji konstruowania bomb, to strona, na której można znaleźć takie informacje, przeniesie się gdzieś na serwery w Azji czy w Ameryce.

- To problem podobny jak z telewizjami satelitarnymi. Widziałem ostatnio telewizję Hezbollahu, która nawołuje do rozprawienia się z Izraelem i samobójczych zamachów. Jest nadawana na Europę przez egipskiego satelitę. Trwają próby wymuszenia na rządzie egipskim jej zablokowania. Płacimy za wolność ryzykiem, że zostanie ona nadużyta. Ale na pewno nie można zrezygnować ze ścigania tam, gdzie wchodzi w grę terroryzm.

A co z prawem autorskim? To kolejny temat dyskutowany w Europie. Okazuje się, że politycy i użytkownicy komputerów żyją w zupełnie innym świecie. Prezydent Francji Sarkozy mówi o zabieraniu komputerów piratom, a ludzie ściągają muzykę i filmy na potęgę z internetu i nie zrezygnują z tego.

- Niedawno byłem w Chinach. Rozmawialiśmy o poszanowaniu praw autorskich. Kiedy o nie zapytaliśmy, dobrze wykształceni Chińczycy nie rozumieli, o co nam chodzi. Zawsze będą jakieś czarne dziury. Według mnie powinno być wolno korzystać z możliwości ściągania filmów czy muzyki, ale tylko na własny użytek. Co do propozycji prezydenta Sarkozy’ego – on ma kilka pomysłów na tydzień. Ale nie słyszałem o tym, żeby na forum parlamentu były aż tak restrykcyjne propozycje.

* Bogusław Sonik, poseł PO w PE. Działa w komisji ochrony środowiska naturalnego, zdrowia publicznego i bezpieczeństwa żywności oraz komisjach współpracy UE z Mołdawią, państwami Ameryki Środkowej i państwami Maghrebu

Z badań fundacji Dzieci Niczyje i Gemius SA (“Przemoc rówieśnicza a media elektroniczne”, styczeń 2007) wynika, że aż 52 proc. ankietowanych w wieku 12-17 lat doświadczyło przemocy słownej – najczęściej wulgarnego wyzywania – przez internet lub telefony komórkowe, a 57 proc. było przynajmniej raz obiektem zdjęć lub filmów wykonanych wbrew ich woli. W Polsce zaledwie 6 proc. rodziców instaluje blokady uniemożliwiające dzieciom dostęp do stron pornograficznych

O bezpieczeństwie w internecie:

www.bezpiecznyinternet.org

www.kidprotect.pl

www.dzieckowsieci.pl

www.sieciaki.pl

www.ec.europa.eu/information_society/activities/sip/programme/index_en.htm

Źródło: Gazeta Wyborcza

Written by Bodeha

maj 13, 2009 at 12:15 pm

frozen robbery – amazing video

without comments

Written by Bodeha

kwiecień 23, 2009 at 10:49 am

Wirtualna Dzielnica Czerwonych Latarni: Second Life ma problem z seksem

without comments

Jedną z najważniejszych zalet Second Life jest fakt, że użytkownicy mogą całkowicie dowolnie tworzyć swoje awatary. Dzięki temu zmieniają się w wampiry, punki, modelki, striptizerki, a nawet prostytutki. Seks sprzedaje się w Second Life tak samo dobrze jak w realnym świecie. Według danych Linden Lab, transakcje dotyczące seksu w Second Life sięgają kwoty 35 milionów dolarów – realnych.

Seks w Second Life

fot. yukali

Seks w Second Life

 więcej zdjęć

 Linden Lab w oficjalnym blogu podało, że zamierza “udoskonalić” Second Life i dać mieszkańcom wirtualnego świata więcej kontroli nad tym, co tam widzą. Firma zamierza wypracować definicję treści dla dorosłych, która zawierałaby “wyraźne zachowania seksualne” oraz “obraz genitaliów”, “obecność intensywnej przemocy” i “stymulacja przez używanie narkotyków”. Zmiany mają pojawić się już za kilka miesięcy.

Strefa tylko dla dorosłych

Strefa tylko dla dorosłych będzie oddzielona od “głównego lądu”. Ludzie, którzy będą chcieli dostać się do zakazanej strefy, będą musieli najpierw przejść przez procedurę weryfikacji wieku. (wykorzystując do tego np. swoją. kartę kredytową). Mieszkańcy, którzy posiadają posiadłości w strefie dla dorosłych, nie będą musieli się przenosić, ale będą zmuszeni do aktywacji weryfikacji wieku.

putBan(62);

Second Life ma problemy

W przeszłości Linden Lab zmagał się już z problemami etycznymi i regulacjami prawnymi, włączając w to oskarżenia o dziecięcą pornografię czy problem z wirtualnymi bankami, które nie chciały wypłacić użytkownikom Second Life obiecanych pieniędzy z inwestycji.

Czytaj więcej o Second Life

Czytaj więcej na technologie.gazeta.pl

Written by Bodeha

kwiecień 21, 2009 at 10:29 am