Kiedy regularne blogowanie staje się uciążliwe?
Podejrzewam, że część z osób regularnie czytających i subskrybujących blogi doświadczyła kiedyś tego nieprzyjemnego uczucia, kiedy okazało się, że przy każdym wejściu na czytnik RSS odnajdywali tam kolejny wpis (lub wręcz wpisy) jednego blogera. Bez względu na sympatię, jaką go obdarzają i szacunkiem, z jakim podchodzą do jego wpisów, zbyt regularne blogowanie może okazać się dla czytelników bardziej męczące niż wpisy dodawane rzadko.
Pytanie brzmi jednak – kiedy regularność blogera staje się uciążliwa dla jego czytelników? Czy jeden wpis dziennie codziennie przez kilka tygodni to już za dużo? Czy raczej kilka wpisów dziennie staje się problematyczne? Pomijając już sam fakt, na ile ciekawe, wartościowe i merytorycznie interesujące mogą być wpisy dodawane tak często, czytelnicy blogu mogą nie mieć ani czasu, ani ochoty na tak częste obcowanie z blogerem i jego przemyśleniami.
Podobna wątpliwość nasuwa się przy okazji mikroblogowania. W serwisie, z którego korzystam najchętniej – Blipie – natknąć można się na stwierdzenia, że ktoś “spamuje” kokpit, zbyt często aktualizując swój status. Bywa, że użytkownicy tacy upominani są przez innych. Część z nich odpowiada wtedy, że nie ma obowiązku obserwowania. I faktycznie, sama “odobserowałam” już kilka osób ze względu na ich nadaktywność statusową. Równocześnie, ten sam Blip, umożliwia “szturchanie” użytkowniów, którzy milczą dłużej niż dobę. Można w ten sposób wykazać zaniepokojenie ich nieobecnością.
Pytanie więc brzmi: kiedy bloger (także mikrobloger) staje się spamerem?
zrodło: http://klimowicz.blox.pl/html