Second Life Polska by Servicetek

Second Life Polska- Blog o społecznosciach w SL

Archiwum dla czerwiec 2008

tydzień portugalski w SL

without comments

10 czerwca jest narodowym świętem Portugalczyków. Postanowiliśmy wykorzystać tę okazję, żeby przyjrzeć się bliżej ich poczynaniom w SL. Niezwykle otwarta i prężna społeczność. Oddaliśmy im naszą wyspę na tydzień. Przyjęli. Zapraszam wszystkich serdecznie na tydzień portugalski na wyspie Slang Life. Portugalczycy będą się prezentować ze wszystkich sił.

Pozdrowienia,
SL’ang Life Team :)

Plan tygodnia portugalskiego na wyspie SLang Life:

Dzień 1 (5 czerwca)
2:00pm SLT (23:00) – otwarcie wystawy filatelistycznej “Portugal History on Post Stamps ” z kolekcji Marga Ferrer i M2life Paravane (SLang Life Island)
2:45pm SLT (23:45) – otwarcie wystawy “Breaking Taboos” autorstwa Imso Obscure i Elora Lungu (SLang Life Gallery)
3:30pm SLT (00:30) – koncert Peltzer Hirano (SLang Life Plaza)

Dzień 2 (6 czerwca)
Welcome party w Pyramide Club:
1:30pm SLT (22:30) – DJ M2life Paravane

Dzień 3 (7 czerwca)
Prezentacja portugalskich uniwersytetów
2:00pm (23:00) (SLang Life Library):
Micaela Korobase (University of Trás-os-Montes e Alto Douro), „Teaching SLS language inworld”
La Johin (Aveiro University), “An inclusive space for Third Age”
PalUP Ling, Dorothy Maggs (University of Oporto), „Boxes from Oporto”
Cleo Bekkers (Aveiro University), “Teaching & Learning in SL – What interactions?”

Dzień 4 (8 czerwca)
Prezentacja portugalskich twórców:
2:30pm SLT (23:30) – Beta Technologies by Gwyneth Llewelyn (SLang Life Library)
3:00pm SLT (00:00) – Babel Team by Irah Anatine (SLang Life Library)
3:30pm (00:30) – Pokaz mody Annah Withfield (Slang Life Catwalk)

Dzień 5 (9 czerwca)
Prezentacja portugalskich SIMów
2:00pm SLT (23:00) (SLang Life Library):
Santa Maria and São Jorge (by Marina Xi)
Portucalis ( by Winter Wardhani)
Portugal Center (by Leonor Abramovic)
Utopia Portugal (by Nyne Wolfe)
PML – Portugal Main Land (by Nuno Chapman)

Dzień 6 (10 czerwca)
3:00pm SLT (00:00) – Koncart Orangelife Holmer (SLang Life Plaza)
Podczas całego tygodnia zapraszamy także do odwiedzania InfoKiosk Area, gdzie portugalscy twórcy prezentują swoje dokonania :)

Autor: Uzi Boa @ 2008-06-05,

Written by Bodeha

czerwiec 9, 2008 at 4:34 pm

Second Life – żyje się tylko dwa razy

without comments

Zasady biznesu w Second Life są takie same, jak w normalnym świecie, tyle że możliwości większe – mówi Cezary Ostrowski, który żyje z pracy w wirtualnym świecie  

Piotr Lipiński: Nie szkoda panu życia na grę?

- Second Life to nie gra, ale drugie życie.

Jest więc z pana taki doktor Jekyll i pan Hyde…

- Dla mnie to sposób na bardziej zaawansowaną niż dotychczas obecność w internecie. Do tej pory korzystaliśmy z przestrzeni dwuwymiarowej, tymczasem Second Life daje poczucie trójwymiarowości. Wchodzimy do środka tego świata, korzystając z awatara, czyli anioła. To taki ludzik, który w naszym imieniu przemierza SL. Przypomina postaci z gier komputerowych, dlatego przy pierwszym kontakcie SL kojarzy się z grą.

Ludzie, wchodząc do SL, często spodziewają się, że zaraz nadlecą potwory i trzeba będzie do nich strzelać. Tymczasem wokół nie dzieje się nic szczególnego. Wtedy dochodzą do wniosku, że w SL panuje nuda. Ale to tak, jakby ktoś do mnie przyszedł tu do domu, usiadł na stołeczku i uznał, że życie jest nudne. A to przecież nieprawda.

W SL wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym. Awatar może porozumiewać się z innymi awatarami, czyli ludźmi z całego świata. Może projektować ubrania, budować wieżowce, dawać koncerty. I na tym wszystkim zarabiać lindeny, czyli walutę w SL. A lindeny można wymienić na pieniądze w realnym świecie. Nawet na złotówki – mamy pierwszy polski bank w SL.

Da się z tego żyć?

- Ja utrzymuję się z takiej pracy od trzech lat. SL składa się z tysięcy wysp, które kupuje się od twórców tego świata, firmy Linden Lab. Wyspa to po prostu serwer. Mój pierwszy klient, Włoch, poprosił, żebym mu zbudował jego ukochaną Toskanię, więc na jednej z takich wysp odtworzyłem toskańskie winorośle, fragmenty Florencji.

W SL nie ma sensu odwzorowywanie wszystkich szczegółów – najważniejszy jest klimat, który uzyskuje się, pokazując charakterystyczne rzeczy. Najlepszy przykład to Dublin, którego właścicielem jest człowiek będący w pierwszym życiu pilotem linii lotniczych. W wirtualnym Dublinie można się przechadzać między Bank of Ireland, General Post Office, Christian Church – ten ostatni sam budowałem. Ale najważniejsze, że tam cały czas coś się dzieje i dlatego przychodzi wiele awatarów – w pierwszym życiu często dublińczyków rozsianych po całym świecie, tęskniących za swoim miastem. Kiedyś koncert dało U2.

Prawdziwe U2?

- Nie, to była grupa ludzi, którzy odtwarzali koncert tej grupy. Ale w SL występowali też prawdziwi artyści – dwukrotnie zaśpiewała Suzanne Vega, raz zagrał Duran Duran. Co chwilę odbywają się koncerty różnych balladzistów i bluesmanów.

A kto za to wszystko płaci? Przecież właściciel Dublina cały czas wynajmuje serwer od Linden Lab.

- Utrzymuje się z pieniędzy od browaru Guinnessa, którego wielka reklama stoi pośrodku wirtualnego Dublina. Płacą mu też czynsz właściciele sklepów, którym wynajmuje lokale przy głównych ulicach. A to bardzo atrakcyjne handlowo miejsce, bo przychodzi mnóstwo awatarów.

Ale przecież Guinness nie sprzeda prawdziwego piwa w wirtualnym świecie. Po mu tam reklama?

- Zależność jest bardziej skomplikowana. Zaprojektowałem kiedyś w Second Life siedzibę polskiej firmy EC Wybrzeże, która dostarcza ciepło do całego Trójmiasta.

Zależało im na wykorzystaniu możliwości medialnych. Bo przeważnie, jak ktoś pojawiał się w SL, to pisała o tym prasa, robiąc tym samym firmie darmową reklamę. Co zresztą sprawdziło się w przypadku nadmorskiej ciepłowni, bo dziennikarze rzeczywiście zauważyli jej wejście do SL.

Informatyczna firma Cisco organizuje targi pracy w SL. Taki inżynier, który szuka pracy w wirtualnej rzeczywistości, to będzie dobry fachowiec?

- Bardzo prawdopodobne. W SL przydają się umiejętności programistyczne, dlatego można tu spotkać wielu znakomitych komputerowców, tutaj zwanych geekami.

Najgłębiej w SL siedzi firma IBM. Ma tu swoją siedzibę, w której można obejrzeć wszystko, co oferuje. Organizuje w SL nawet zebrania. Awatary pracowników zasiadają wspólnie w sali konferencyjnej. Mogą razem obejrzeć film albo prezentację, omówić plany.

Przypuszczam, że w przyszłości cały internet przekształci się w taką wirtualną rzeczywistość. Nasz awatar będzie przemierzał sieć, wstępował do banku, kupował w sklepach. Takie światy przecież już powstają. Na przykład Google Earth, gdzie można każdego miejsca na kuli ziemskiej niemalże dotknąć, zostawić w nim swój wpis albo fotografię.

Tworzyłem kiedyś wyspę, która jest siedzibą pisma “Slang Life”. Co chwila odbywają się tam przeróżne sympozja naukowe. Przychodzi wiele awatarów. Każdy może się zapisać na darmową prenumeratę pisma. Potem prawdziwa, papierowa gazeta przychodzi pocztą do domu prawdziwego człowieka.

Dlaczego wydawcy to się opłaca? Bo przyciągając awatary do pisma, może zarabiać na reklamach.

To jak w normalnym wydawnictwie.

- Zasady biznesu w Second Life są takie same jak w normalnym świecie, tyle że możliwości większe. To znakomite miejsce dla deweloperów. Ktoś powiedzmy buduje apartamentowiec w Tel Awiwie. W SL może postawić wirtualną kopię swojej inwestycji. Klienci jako awatary mogą zwiedzać apartamenty, wyjrzeć przez okno, żeby sprawdzić widok, a jak się zdecydują na kupno, to ocenić, jakie kolory pasują do ścian, gdzie spostawić meble.

Oszukiwaliby nas okrutnie. Nikt by nie pokazał samolotów startujących blisko budynku albo ruder z drugiej strony.

- Niekoniecznie. Świat Second Life jest odporny na manipulację, co sprzyja tworzeniu nowych demokracji, lepszych niż w realnym świecie. W zwykłym świecie możemy głosować w wyborach, ale czy nasze głosy zostaną prawidłowo policzone, musimy zaufać procedurom. W SL każdy ma możliwość sprawdzenia poprawności liczenia. Od środka nie da się sfałszować wyników wyborów. W SL pojawiają się pomysły na udoskonalenie kulejącej demokracji, jaką znamy z normalnego świata. Taką próbą jest The Metaverse Republic, system wymyślany przez prawników. Taką jest też Al-Andalou, społeczność tworzona przez rumuńskiego muzułmanina, oparta na tolerancji religijnej. Sam widziałem tańczących razem chrześcijan, muzułmanów, Żydów z pejsami. Zresztą charakterystyczną cechą SL jest olbrzymia tolerancja.

Łatwo być tolerancyjnym, kiedy w chwili złości na kogoś można po prostu wyłączyć komputer. SL nie potrzebuje policji?

- Powstają grupy, które ubierają mundury, nazwały się Second Life Police Department i oferują ochronę klubom oraz właścicielom wysp. Chronią przed grieferami. To najczęściej dzieci, które biegają po ulicy, strzelają do wszystkich albo detonują bomby. Może to wydawać się śmieszne, ale wybuch bomby szkodzi awatarom. Zwykle związany jest z emisją olbrzymiej ilości cząsteczek. Wówczas serwer przeciąża się obliczaniem grafiki związanej z wybuchem i wszystko zwalnia, jak w każdej przeciążonej sieci komputerowej. Nagle nikt nie może nic powiedzieć, poruszyć się.

Prawdziwe amerykańskie FBI zaproponowało Linden Lab, że wkroczą do SL m.in. po to, żeby pomóc wyśledzić grieferów. Policja z Belgii przyglądała się prostytucji i gwałtom – te też zdarzają się w SL – ale również przypadkom składania ofiar z ludzi, obrzędom satanistycznym, zakładając, że te historie mogą mieć związek z realnym życiem. Niemiecka policja z Halle śledziła osoby, które w SL prezentowały pornografię dziecięcą. Te osoby używały też awatarów dzieci i stręczyły je.

Jak wygląda pana dzień w drugim życiu?

- Przeważnie jestem tam cały dzień. Po prostu komputer jest włączony, żeby ludzie mogli zostawiać mi wiadomości.

To co robi pana awatar teraz, kiedy rozmawiamy?

- Pewnie przysypia. SL działa na okrągło, a na świecie są różne strefy czasowe. Często siedzę do pierwszej w nocy, żeby omówić sprawy z kimś ze Stanów, kto właśnie zaczyna dzień.

Kończę właśnie duży projekt dla Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside, dla profesora Toma Novaka, który wiele lat temu przewidział biznesowe zastosowanie internetu – gdy innym to wydawało się absurdalne, bo była to wówczas sieć naukowa, łącząca głównie ośrodki akademickie. Tworzę dla nich E-Lab City, miasto, w którym będzie między innymi strefa handlowa. W tej części będą badane zachowania konsumentów – jakie towary kupili, jakich tylko dotknęli i odstawili na półkę. Jaką drogą krążyli po sklepie.

To jak w supermarketach fachowcy badają, gdzie postawić proszek do prania, żeby się lepiej sprzedawał.

- O to samo chodzi tutaj. Niedawno pracowałem też nad projektem stworzenia sztabu wyborczego dla jednego z amerykańskich demokratycznych kandydatów na prezydenta. Niestety musiałem się wycofać, bo zleceniodawcy uznali, że będzie lepiej, jeśli to zrobi obywatel amerykański. Ale rozstaliśmy się w dobrej atmosferze.

Teraz przygotowuję się do wykonania projektu wirtualnej komórki. Mój zleceniodawca chce, żeby z tej komórki można było wysłać SMS-a do każdej sieci komórkowej w realnym świecie i odebrać w SL odpowiedź. To już możliwość, która może przydać się na co dzień.

Dostaje pan pensję w normalnych pieniądzach?

- Przy poważniejszych transakcjach to jest norma. W SL tylko small biznes opiera się na wewnętrznej walucie, czyli lindenach.

Podpisuję z klientem normalną umowę-zlecenie. Tak samo, jak kiedy dla Rebisu projektuję okładkę książki w normalnym świecie.
W Second Life jest mnóstwo sklepów – swoje punkty mają i Adidas, i Toyota. Da się przymierzyć T-shirt?

- Można to zrobić, żeby zobaczyć, jak się w nim wygląda. Niestety, nie można sprawdzić, czy to dobry rozmiar, bo rzeczy w SL mają tę właściwość, że dopasowują się do każdej sylwetki. Są też dwa rodzaje sklepów – w jednych kupujemy wirtualne spodnie na potrzeby SL, a w innych całkowicie realne i dostajemy je do domu.

Second Life to świat dla samotników?

- Jest pełen outsiderów. Często trafiają tutaj, bo szukają alternatywnego, lepszego świata, bo w prawdziwym życiu coś się nie powiodło. Wielu jest domorosłych artystów, filozofów.

Można się tam poruszać, latając albo teleportując się.

- To po części spełnienie sennych marzeń o unoszeniu się w powietrzu. Ale przede wszystkim szkoda czasu na dreptanie z miejsca na miejsce.

Nie czuje się pan jak dziecko, wchodząc do SL?

- Czasami, kiedy mam ochotę się powygłupiać. Na przykład pół godzinki polatać sobie. Ale to nie jest sensem mojej obecności w Second Life.

*Cezary Ostrowski – lat 46. Artysta plastyk, grafik komputerowy, muzyk i kompozytor. Pisał dla “Lampy”, “Wprost”, “Machiny”. Tworzył projekty z Korą, Małgorzatą Ostrowską, Marcinem Świetlickim. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, gdzie nadal mieszka. W Second Life występuje jako Cezary Fish, dyrektor generalny firmy deweloperskiej aHead.

fot:Linden Research

Fot. Lukasz Cynalewski / AG

Źródło: Gazeta Wyborcza

Written by Bodeha

czerwiec 9, 2008 at 4:31 pm

Napisane w Media

Virtual campuses: The education of the future?

without comments

An internet fantasy universe teeming with faux worlds devoted to socialising and video games is expanding to include virtual classrooms and universities.

A new trend in online education involves students acting through animated characters called “avatars” mingling in simulated school settings and even rocketing off, via the internet, on quests for knowledge.

San Jose State University in the heart of Silicon Valley in the United States has built a campus at Second Life, the popular virtual world created by Linden Lab in San Francisco.

The virtual university spans 16 digital acres dotted with school buildings that library sciences department students use for classes and experiments.

“When I teach with Second Life, I think of it as an experience generator,” university Professor Jeremy Kemp says. “I can send a student in to have an experience in an unstructured environment, and then come out and have a conversation about it.”

Thirty students signed-up for Kemp’s 15-week virtual-world class, which includes learning about the application driving the Second Life program.

“I ask them to volunteer on [an in-world] reference desk, or take a tour of Second Life with snapshots,” he says. “Students can even design a library program with a speaker and invite the public.”

Kemp is trying to simulate real-world experiences by building virtual buildings and audiences so students can learn in realistic, but safe and controlled, settings.

“We’re experimenting with using Second Life to prep students to face the terror of public speaking,” Kemp says. “That’s very difficult to do in any other way.”

While Kemp’s class simulations are unconventional, industry analysts say his methods are not unique.

Second Life is just one of those technologies that allow you to have a more robust classroom experience,” says Sloan Consortium survey director Jeff Seaman, who researches education trends.

The catch, according to Seaman, is that while teachers are interested in this technology, it is a challenge finding constructive ways to use it.

“I know schools that bought their own land in Second Life to figure out what it was, but never used it,” Seaman says.

The University of Phoenix specialises in long-distance learning in the US and is among schools that invested in virtual property without developing it, according to Provost Adam Honea.

“It’s not that we don’t think Second Life is good, it’s that we can’t fit what we’ve already done into it,” Honea says.

Instead, the University of Phoenix has created its own immersive environments, such as a fictitious company websites that contain realistic documents for business students to analyse.

“Most of our systems are proprietary, so it’s easier for us to create our own immersive environments than to use commercial products,” Honea says.

Only a tiny fraction of the more than 3,5-million people in the US that took online classes last year did so in virtual worlds, according to the Sloan Consortium.

“I think that it is going to take plenty of time for groups and communities to realise the affordances and limitations of Second Life,” says Coye Cheshire, an assistant professor at University of California at Berkeley school of information.

The University of California at Berkeley doesn’t have a Second Life campus, but it makes some courses available via webcasts and podcasts, enabling students to stream lectures to their computers or listen on iPods or other MP3 players.

The pace of academic institutions moving into virtual worlds such as Second Life promises to build as students growing up with the technology become educators themselves, according to Kemp.

“This is an adolescent technology that’s lurching and pushing in different directions and getting a sense of itself,” he says. “The things we’re learning from Second Life will eventually help distance educators do their work. It’s very promising.” — Sapa-AFP

Written by Bodeha

czerwiec 9, 2008 at 4:25 pm

Napisane w Second Hand(eng)

Second Life a public relations

without comments

Second Life a public relations

Krzysztof Śpiewla

Second Life to pierwsze trójwymiarowe środowisko w sieci, które zyskuje masowych użytkowników. Za rosnącą popularnością idą coraz śmielsze próby wykorzystania SL w komunikacji marketingowej i PR. Możliwości są spore.

Magnes na media

W dyskusji, która przetoczyła się jesienią ub. r. przez serwis Interaktywnie.com nawet najwięksi krytycy przyznawali, że SL to „maszynka do robienia PR”. PR, jak rozumieją go nie-PR-owcy, czyli generowania publicity.

Trzeba przyznać, że SL jest dla mediów bardzo atrakcyjny. Dla przykładu, w okresie 25 lipca 2007–20 maja 2008 na temat agencji reklamowej Supremum Group ukazały się 72 informacje w prasie drukowanej i 35 w mediach internetowych (tyle przynajmniej zindeksował dla nas Instytut Monitorowania Mediów). 10 w miesiącu? I to nie tylko w serwisach branżowych? Taki wynik chciałaby uzyskać każda mała firma. Każda akcja agencji związana z SL daje pretekst do zaistnienia agencji w mediach.

Otwarcia nowych miast, placówek znanych marek, generuje bardzo liczny szum medialny. O Second Life publikuje się w polskiej prasie i Internecie średnio 200 informacji na kwartał (wg IMM). Medialność projektu znacznie ułatwia też „ściągnanie kamer”, co dla niejednego rzecznika oznacza uznanie (wreszcie) w oczach szefa.

Dlaczego SL jest medialny? Moim zdaniem, ponieważ:

Jest nowością techniczną – i korzysta z naturalnego zainteresowania nowymi technologiami.

Koresponduje z masowymi wyobrażeniami na temat cyfryzacji życia, znanymi z „Matriksa”, czy literatury cyberpunk. Niemałą rolę w tej atrakcyjności ma sama nazwa projektu – „Drugie Życie” to o wiele więcej, niż np. „Entropia” (kto rozumie, co znaczy ten wyraz?), czy „There” (Tam).

Medialność SL polega więc na „ubraniu” nowej mody technologicznej (podobnej, jak w przypadku nowych serwisów społecznościowych, urządzeń) w egzotykę i dreszcz humanistycznych wycieczek w nieznane.

Oczywiście, SL rodzi również problemy kontekstowe dla zarządzania wizerunkiem: Większość ludzi, w tym dziennikarzy, nie widziała SL. Potoczna wiedza klasyfikuje to zjawisko również w kategorii „gier video”, czy „rozrywek”. Dlatego w przygotowywanym komunikacie nt. akcji w SL należy podkreślać nowoczesność i powagę przedsięwzięcia – w razie potrzeby służę argumentami.

 

Nie tylko publicity

SL to nie tylko „generator wycinków”. Tworzy niezwykłe możliwości komunikacji dwustronnej w czasie rzeczywistym – która jest celem mądrego PR. Spotkania z liderami opinii – dziennikarzami, czy blogerami – można odbywać w warunkach symulujących rzeczywiste. Przy tym narzędzia komunikacyjne dostępne awatarom to m.in. prywatna wiadomość, e-mail, czat i czat głosowy. Do tego dodać można przeglądanie stron WWW i innych dokumentów, streaming – słowem wszystko, co oferuje nowoczesna komunikacja internetowa.

Jeden z podstawowych celów PR produktowego – wymiana informacji z ludźmi, którzy jako pierwsi sięgają po nowe produkty – staje się łatwy do osiągnięcia. Praktycznie każdy użytkownik SL zalicza się do grupy early innovators. Przeciętny rezydent SL to dobrze zarabiający 32-latek, raczej mężczyzna niż kobieta. Wymagania techniczne SL determinują pewną ekskluzywność klubu użytkowników. A możliwości prezentowania im cech produktów z „reala” są tu o niebo większe, niż w technologiach WWW. Łatwo wyobrazić sobie testowanie i upowszechnianie wiedzy o nowych designerskich meblach, czy inwestycji deweloperskiej, ale też i innych produktów.

Zorganizowanie eventu w SL jest wielokrotnie łatwiejsze i tańsze, niż w „RL”. Budowa sceny, catering, nagłośnienie – przygotowanie tego wszystkiego w SL wymaga sprawności programisty. Na koncercie rapera Fokusa było ok. 200 osób (jednocześnie 145), a 500 nie udało się zalogować ze względów technicznych. Przygotowanie koncertu to jedynie kilkanaście roboczogodzin. Kiedy Linden Lab – firma, która stworzyła „maszynerię” SL – upubliczni kod serwera SL, możliwości gromadzenia setek osób w jednym miejscu staną się o wiele większe, a efektywność kosztowa imprez w SL – jeszcze wyższa. Zresztą już teraz, przy zastosowaniu odpowiednich rozwiązań, można na wirtualnym wydarzeniu gościć ok. 500 osób.

Kolejna możliwość, to tworzenie społeczności. Społeczność „naszych” dziennikarzy, spotykających się na konferencjach, czy seminariach? Społeczność „przyjaciół” marki? Gratka.pl ma już takich przyjaciół ok. 1000 – po pół roku działania. Jak ogólną na liczbę polskich użytkowników SL to dużo.

Pomysły można mnożyć. Pojedyncze przypadki – jak całkowicie wirtualna konferencja prasowa na otwarcie Second Wroclaw – zachęcają do wykorzystania SL w public relations w sposób systemowy. Zapewne obecność w Second Life nie przyda się każdemu. Ale spora – z czasem coraz większa – liczba organizacji może wykorzystywać piarowo SL i odnosić sukcesy na nieznane jeszcze sposoby. Zgodnie ze sloganem SL: „Your life. Your imagination”.

 

zrodlo: http://www.info-pr.pl/?page=articles-&article_id=635&article_category=17

Written by Bodeha

czerwiec 6, 2008 at 6:31 am

Napisane w Media